
Na grupie klasowej jednej z naszych czytelniczek na WhatsAppie, pojawił się plan "warsztatów wielkanocnych". W menu: frytki z solą i ketchupem oraz wata cukrowa dla każdego dziecka. W czasie gdy wchodzą w życie nowe przepisy dotyczące zdrowszego żywienia w szkołach, taki zestaw budzi pytania o spójność szkolnej edukacji.
Zdrowe żywienie tylko w teorii?
Od miesięcy dużo mówi się o zmianach w szkolnych stołówkach. Nowe przepisy mają jeszcze bardziej ograniczyć ilość soli, cukru i przetworzonej żywności w jadłospisach dzieci. Pojawił się nawet pomysł dnia posiłków wegańskich, co wywołało nawet kontrowersje wśród niektórych rodziców.
Szkoły oczywiście podkreślają, że dbają o kształtowanie prawidłowych nawyków. Organizowane są różne pogadanki, projekty o zdrowym talerzu, czasem nawet warsztaty z dietetykiem...
A potem przychodzi "dzień folgowania"...
I nagle na jedną z klasowych grup przychodzi taka oto wiadomość: "na warsztatach wielkanocnych będą frytki z solą i ketchupem oraz wata cukrowa dla każdego". Oczywiście, to nie jest zwykły dzień lekcyjny, tylko wydarzenie okolicznościowe. Tylko czy naprawdę w takich momentach nie uczymy dzieci najwięcej? Przecież to właśnie wtedy budują się skojarzenia: święto = fast food i cukier jako nagroda.
Wyjątkowa sytuacja czy brak konsekwencji?
Nie chodzi o demonizowanie frytek czy waty cukrowej. Każde dziecko prędzej czy później ich spróbuje i świat się od tego nie zawali. Pytanie brzmi jednak: czy szkoła, która oficjalnie realizuje programy prozdrowotne i dostosowuje stołówkę do nowych norm, nie powinna być konsekwentna także przy okazji takich warsztatów? Czy naprawdę nie da się przygotować atrakcyjnego, ale zdrowszego menu?
Zobacz także
Co dzieci z tego wyniosą?
Dzieci uczą się bardziej przez obserwację niż przez nudne wykłady. Jeśli słyszą, że cukier szkodzi, a jednocześnie dostają watę cukrową, to taki przekaz staje się nieczytelny.
Można było postawić na wspólne pieczenie prostych, domowych wypieków, owocowe przekąski czy choćby pieczone frytki bez nadmiaru soli. Warsztaty to świetna okazja, by pokazać dzieciom, że świętowanie i zdrowie wcale nie muszą się wykluczać.
O co chodzi w nowych przepisach?
16 lutego 2026 r. Minister Zdrowia podpisała nowe rozporządzenie dotyczące żywienia dzieci i młodzieży w przedszkolach oraz szkołach. Przepisy zaczną obowiązywać od 1 września 2026 r. i zastąpią regulacje z 2016 roku.
Najważniejszy cel? Ograniczyć dostęp do niezdrowej, wysoko przetworzonej żywności i poprawić jakość posiłków serwowanych dzieciom.
Nowe przepisy mają:
Co zmienia się w szkolnych stołówkach?
Największe zmiany dotyczą jadłospisów.
Od września:
Ważna zmiana dotyczy dzieci na dietach roślinnych. W dni, gdy serwowane są posiłki mięsne lub rybne, szkoła będzie musiała zapewnić alternatywną potrawę roślinną bez produktów odzwierzęcych.
Co zmienia się w sklepikach szkolnych?
Nowe rozporządzenie wprowadza zamkniętą listę produktów, które można sprzedawać w szkołach, także w automatach vendingowych.
Na liście znalazły się m.in.:
Usunięto kategorię "inne", która wcześniej pozwalała sprzedawać produkty o niższej wartości odżywczej.
Obniżono także dopuszczalną zawartość cukru w napojach przygotowywanych na miejscu. Nowe przepisy uwzględniają też produkty bezglutenowe i bezlaktozowe.
Dlaczego nie zakazano sprzedaży kawy?
W pierwotnej wersji projektu planowano zakaz sprzedaży kawy w szkołach. Ostatecznie z tego pomysłu zrezygnowano po konsultacjach społecznych.
Jak podaje resort, była to odpowiedź na uwagi rodziców oraz stanowisko ekspertów. Również Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH-PIB wskazał, że całkowity zakaz może być zbyt restrykcyjny, zwłaszcza w szkołach ponadpodstawowych.
Co ciekawe, z badań programu DINO-PL z roku szkolnego 2022/23 wynika, że 70% szkół podstawowych i tak nie sprzedawało kawy, mimo że formalnie nie było takiego zakazu.
Źródło: gov.pl
