
Olga Frycz pokazała swój "skincare routine" z niemowlakiem na rękach. Wystarczyło kilka sekund nagrania, by wywołać lawinę komentarzy. Mamy pod postem piszą wprost – w końcu ktoś pokazuje macierzyństwo bez filtra i bez lukru.
Olga Frycz niedawno została mamą po raz trzeci. Aktorka od lat prowadzi w mediach społecznościowych profil, na którym pokazuje macierzyństwo takie, jakie ono naprawdę jest. I właśnie za to jej fanki cenią ją najbardziej.
Tak wygląda prawdziwe macierzyństwo
Nie udaje, że z trójką dzieci da się codziennie zrobić pełny makijaż, wypić ciepłą kawę i jeszcze znaleźć godzinę na rozbudowaną pielęgnację. W jednym z ostatnich postów postanowiła w żartobliwy sposób odnieść się do popularnego trendu "skincare routine".
Zobacz także
Na czym polega ten trend?
W mediach społecznościowych influencerki prezentują swoje kilku- czy nawet kilkunastoetapowe rytuały pielęgnacyjne. Serum, tonik, esencja, krem pod oczy, masażer, maska. Każdy krok i użyty produkt dokładnie omówiony.
A jak wygląda "skincare" w wersji Olgi Frycz?
Na nagraniu aktorka podchodzi do umywalki z maleńkim synkiem Janem na rękach. Szybkim ruchem jednej ręki przemywa twarz wodą. I to tyle. "Skincare routine" w wersji matki.
Ten krótki filmik wywołał lawinę reakcji i prawdziwe zatrzęsienie w komentarzach:
Niektóre mamy, chcąc kontynuować żart, ciągnęły dalej w komentarzach:
Niby prosty gest, kilka sekund nagrania, a wywołał tak wielki entuzjazm wśród mam. Pokazuje to jak wielkie jest zapotrzebowanie na prawdę w social mediach, na pokazywanie prawdziwego życia, a nie pozowanego.
W świecie idealnych poranków, perfekcyjnych mam i wiecznie wypoczętych twarzy, kobiety coraz częściej potrzebują zobaczyć kogoś, kto pokaże jak naprawdę wygląda codzienne życie wielu mam.
I to nie jest wcale kpina z dbania o siebie. To raczej kwestia pokazanie proporcji. Czas z dzieckiem jest tak absorbujący, że inne czynności ograniczamy do minimum. A bywają też dni, w których "self-care" to po prostu przetrwanie dnia.
Ten entuzjazm pod postem Olgi Frycz mówi jedno – mamy są zmęczone presją perfekcji. Chcą widzieć macierzyństwo, które nie jest wymuskane i wyretuszowane. Takie, w którym ważniejsze jest dziecko niż krem pod oczy.
Może właśnie takich obrazów potrzebujemy w social mediach więcej.
