chłopiec je pączka
Kiedyś pączek był prezentem, dziś trzeba go kupić. Nawet w prywatnej podstawówce. fot. Storyblocks.com

Do naszej redakcji przyszedł mail od mamy, która zwróciła uwagę na sytuację w prywatnej podstawówce jej syna. Dzieci w klasie 12-osobowej muszą same płacić za pączki w tłusty czwartek, mimo że szkoła ma własną kuchnię z piecem konwekcyjnym. Autorka podkreśla, że kiedyś takie słodkości były tradycją i nikt za nie nie płacił, a dziś nawet najdroższe czesne tego nie obejmuje.

REKLAMA

Pączek w prywatnej szkole – kiedy tradycja zamieniła się w wydatek?

Do naszej redakcji przyszedł dzisiaj mail od naszej czytelniczki, mamy, która chciała podzielić się swoimi spostrzeżeniami na temat zbliżającego się tłustego czwartku w szkole jej syna.

Jej dziecko chodzi do jednej z najdroższych prywatnych szkół w mieście, gdzie czesne z wyżywieniem wynosi prawie 2 tysiące złotych miesięcznie. I choć szkoła ma własną kuchnię, w tym piec konwekcyjny, w tłusty czwartek nie zapewni dzieciom nawet po pączku.

Dzieci same muszą zapłacić za słodkości

Szkoła, zamiast upiec pączki we własnej kuchni (albo nawet kupić je w cukierni) i podać je na podwieczorek po obiedzie, poinformowała rodziców, że pączki zostały zamówione w... pobliskiej piekarni. W związku z tym każde dziecko ma przynieść 4 zł i 10 groszy, żeby zapłacić za własnego pączka. Klasa liczy tylko 12 osób, a mimo to obowiązek płacenia spoczywa na maluchach, a raczej ich rodzicach.

Prywatna szkoła kontra tradycja

Kiedy myślę o tej sytuacji, przypomina mi się własne dzieciństwo i okres szkolny. W latach 80-tych, w zwykłej podstawówce, do której chodziłam, pączek na tłusty czwartek był "prezentem" od szkoły – tradycją, której nikt nie kwestionował. Dziś nawet w prywatnej szkole, za którą płaci się tysiące złotych miesięcznie, tradycja słodkiego podwieczorku wymaga od rodziców dodatkowej opłaty.

Nie chcę tu krytykować szkoły ani jej pracy pedagogicznej, bo to nie o to chodzi. Chodzi o to, jak drobne, codzienne zwyczaje zamieniają się w obowiązek dla rodziców, którzy i tak płacą niemałe pieniądze za szkołę.

Nie robię tu wielkiej afery, ale trudno nie zauważyć absurdu: czesne 2 tysiące złotych nie obejmuje nawet jednego pączka, który kiedyś był tradycją dla wszystkich dzieci. To drobny przykład, który pokazuje, jak bardzo zmieniło się podejście do niektórych zwyczajów.

Czasem wystarczy jeden mały pączek, żeby dziecko poczuło magię święta i wspólnotę klasy, a teraz nawet za tę radość trzeba zapłacić. I właśnie w tym tkwi największy paradoks – tradycja powinna łączyć, a dziś łączy… portfele.

Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl
Czytaj także: