
Relacje z teściowymi to jeden z najczęściej powracających tematów na forach dla mam. Jedna z nich przyznaje wprost – od narodzin syna każda próba rozmowy z teściową kończy się awanturą. Skąd się biorą te ciągłe spięcia z teściowymi?
Jako mama spędzam sporo czasu na forach internetowych. To tam kobiety pytają siebie o wszystko – od kolek i drzemek, przez relacje z partnerem, aż po sprawy formalne. Jest jednak temat, który pojawia się niezwykle często. To relacje z teściowymi.
Zastanawiam się czasem, dlaczego właśnie ten wątek tak często wywołuje emocje. Sama jestem mamą chłopców i pewnie kiedyś też będę teściową (choć dziś ciężko mi to przechodzi przez gardło). Naprawdę nie chciałabym, żeby moje przyszłe synowe pisały o mnie w internecie z tak dużą dozą negatywnych emocji.
"Regularnie ścinam się z teściową"
Jedna z mam napisała niedawno, że ma dwuletniego syna. Jedynego wnuka od strony teściowej. Od jego narodzin regularnie ścina się z nią o wychowanie dziecka. Próby rozmów zawsze kończą się awanturami.
Mąż stoi po jej stronie, ale każda jego interwencja kończy się kolejną kłótnią. Mama zaczyna się zastanawiać, czy ograniczenie kontaktów z babcią nie byłoby jedynym wyjściem. I jednocześnie boi się, że zrani męża. Bo to przecież jego mama.
Co z tymi teściowymi jest nie tak?
Niektóre historie naprawdę mrożą krew w żyłach. A przecież mówimy o najbliższej rodzinie. O matce męża. O kobiecie, która go wychowała.
Czytałam ostatnio tekst redakcyjnej koleżanki o tym, że relacje rodzinne mogą mieć podłoże ewolucyjne. Po krótce, w tekście dziennikarki MamaDu Anny Borkowskiej chodziło o to, że babcie kochają wnuki nawet mocniej niż własne dzieci, bo tak "zaprojektowała" nas natura, by wspierać młodych rodziców w wychowaniu.
Dlaczego o tym piszę? Bo chciałabym znaleźć jakieś racjonalne wyjaśnienie dziwnych relacji łączących nas z teściowymi. Inaczej nie powtarzałaby się w tak wielu rodzinach. Próbuję się doszukać jakiegoś naturalnego powodu, dlaczego stosunki z teściową są tak ciężkie i wymagające. Może Wy macie jakąś teorię?
Wsparcie, które jest niewygodne
Nie chcę nawet myśleć, że działania teściowej (chociażby z przytaczanego przeze mnie wpisu) są celowe i zamierzone. Chcę wierzyć, że w głębi serca chce ona dobrze, tylko po prostu sposób tego nie do końca nam odpowiada. Tyle tylko że w praktyce to wsparcie bardzo często zamienia się w kontrolę, podważanie decyzji i walkę o wpływ.
Może po prostu działania teściowej zaczynają wchodzić w przestrzeń, która powinna należeć do rodziców? A może te spięcia są potrzebne – jak taka naturalna bariera chroniąca nową rodzinę przed rozmyciem granic?
Nie wiem. Ale wiem jedno, że jeśli wszystkie rozmowy kończą się awanturą, to coś tu ewidentnie jest nie tak. Może prawo natury jakoś nie do końca zadziałało prawidłowo albo my nieprawidłowo je interpretujemy? Jakieś wytłumaczenie musi w końcu być.
