ulica nocą
To miał być bezpieczny moment – czekanie na pasach. Dla jednego dziecka skończył się śmiercią. fot. Storyblocks.com

Pięcioletni chłopiec zginął wczoraj przed przejściem dla pieszych w Warszawie, choć stał razem z mamą. Ten wypadek brutalnie pokazuje, że nawet przepisowe zachowanie nie gwarantuje dziś bezpieczeństwa, gdy kierowcy nie zwalniają, a drogi są śliskie. Uważajmy, jak możemy i uczmy tego swoje dzieci.

REKLAMA

Stał przed pasami. I to nie wystarczyło

Mam 9-letnie dziecko i po tym co wydarzyło się wczoraj na Grochowskiej w Warszawie, mam ochotę krzyczeć. Zwykły dzień, pasy, obecność mamy obok – to wszystko okazuje się czasem tylko iluzją bezpieczeństwa.

5-letni chłopiec stał sobie spokojnie przed przejściem dla pieszych. Stał. Nie wbiegł na ulicę. Nie wyskoczył. Nie zrobił nic "nie tak", a jednak zginął.

Za każdym razem, gdy mówię swojemu dziecku: "poczekaj, rozejrzyj się, upewnij", robię to z nadzieją, że te rytuały coś dla niego znaczą. Wierzę, że świat dorosłych będzie choć odrobinę odpowiedzialny. Tymczasem rzeczywistość znów pokazuje, że nawet idealne zachowanie nie daje gwarancji przeżycia.

Jest ślisko, a kierowcy jadą jakby byli nieśmiertelni

Ta zima jest inna niż wszystkie. Ostra i surowa. Wszędzie leży śnieg, jest śliska nawierzchnia. Wszyscy to widzimy i wszyscy wiemy, że droga hamowania w takich warunkach znacznie się wydłuża. Tylko jakoś nie wszyscy zdejmują nogę z gazu. Skręt w lewo, pośpiech, "zdążę", "jeszcze tylko przejadę". Chwilę później Toyota wpada na pasy, a przed pasami stoją jacyś ludzie. Wśród nich jest małe dziecko.

I znowu słyszymy: "byli trzeźwi", "to nieszczęśliwy zbieg okoliczności". Tylko że to bezbronne dziecko już nie wróci do żywych, a jego mama już zawsze będzie stała na pasach, po których nigdy razem nie przejdą.

To dzieci płacą najwyższą cenę

Najbardziej boli mnie to, że we wszystkich tych historiach ofiarami bardzo często są dzieci. Te, które robią dokładnie to, czego je uczymy. Które trzymają rodzica za rękę. Które spokojnie stoją i czekają, a potem giną, bo ktoś się zagapił, pośpieszył lub źle ocenił sytuację.

Jako matka 9-latka wiem jedno: nie jestem w stanie wytłumaczyć dziecku, że pasy nie zawsze chronią. Że zielone światło to tylko sugestia. Że dorosły za kierownicą może w jednej sekundzie zniszczyć życie kilku osób.

Nie chcę czytać kolejnych wpisów o "braku słów". Nie chcę wzruszeń na X i zniczy pod przejściem. Chcę realnej zmiany. Chcę, żeby wszyscy kierujący autem, jeździli wolniej, uważniej, z myślą, że tuż obok jest czyjeś dziecko (albo czyjeś życie, jak tej mamy, które już nigdy nie będzie takie samo).

Bo dziś to był 5-latek na Grochowskiej. Jutro to może być moje dziecko. Albo twoje. I wtedy żadne "byli trzeźwi" nie będzie miało znaczenia.

Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl
Czytaj także: