Na zdjęciu mama przytula się z córką.
Czasem w trakcie zwykłej codzienności doznajemy uczucia "stopklatki" i zauważamy daną chwilę w sposób wyjątkowy. storyblock.com

"Teoria świętego okna" to popularny trend z social mediów, który opisuje krótkie, małe momenty w codziennym rodzicielstwie. Psychologowie zwracają uwagę na to, że takie chwile regulują emocje, wzmacniają więzi i pomagają lepiej zapamiętać etap, który szybko przemija.

REKLAMA

W mediach społecznościowych coraz częściej pojawia się pojęcie "teorii świętego okna". Nie jest to żadna teoria naukowa ani termin z psychologii, a raczej sposób opisywania krótkich, wyjątkowych momentów w codziennym rodzicielstwie, które łatwo przeoczyć. Trend ten wyrósł z potrzeby zatrzymania się i refleksji nad codziennością, która dla wielu rodziców jest zbyt szybka, obciążająca i pełna napięcia.

Czym właściwie jest "święte okno"?

To chwila, w której – mimo zmęczenia i chaosu – coś na moment się uspokaja, zatrzymujemy się i zauważamy dany moment. Dziecko wtula się przed snem, mówi coś charakterystycznym dla siebie tonem, śmieje się w zupełnie nieoczekiwanej sytuacji. Z psychologicznego punktu widzenia są to momenty regulacji emocjonalnej, zarówno dla dziecka, jak i dla dorosłego. Układ nerwowy na chwilę wychodzi z trybu zadaniowego i napięciowego.

Dlaczego to takie ważne?

Rodzicielstwo często funkcjonuje w trybie ciągłej presji – co jeszcze trzeba zrobić, co poprawić, czego dziecko powinno się nauczyć. Teoria świętego okna to coś zupełnie przeciwstawnego – zauważenie chwili, bez potrzeby jej zmieniania. Taka "stopklatka", moment, który na stałe zapada w naszej pamięci. Ja bym to porównała to takiego idealnego ujęcia zdjęcia.

Jak się okazuje, ma to bardzo duże znaczenie dla naszego samopoczucia. Takie momenty obniżają poziom stresu i wzmacniają poczucie więzi. Pomagają też budować tak potrzebne nam wszystkim wspomnienia.

Zatrzymana codzienność

Co ważne, "święte okno" nie wymaga żadnych specjalnych warunków. Nie chodzi o wyjazdy, atrakcje ani jakieś wyjątkowe miejsce. To raczej kwestia zmiany uważności. Chodzi o dostrzeżenie tego, co się dzieje wokół i poczucie wdzięczności. Zamiast ciągłego myślenia o tym, co powinno być inaczej i co jeszcze powinniśmy zrobić, żeby było dobrze.

Rodzice, którzy piszą o tym trendzie, podkreślają jeszcze jeden aspekt – te chwile często nabierają znaczenia dopiero z perspektywy czasu. W trakcie, wydają się takie zwyczajne. Dopiero później okazuje się, że to za nimi się tęskni. Nie za idealnymi dniami, ale za konkretnym etapem, zachowaniem, tonem głosu dziecka. To takie kadry, które zostają w naszych głowach na zawsze.

W tym sensie "teoria świętego okna" jest pewnego rodzaju przypomnieniem, że rodzicielstwo to proces przejściowy, a dzieciństwo nie trwa wiecznie. Zatrzymanie się na chwilę w trakcie takiego wyjątkowego momentu, może zmienić sposób, w jaki go zapamiętamy do końca życia.

Czytaj także: