
Punkt ósma rano, telefon do przychodni i komunikat: "jesteś osiemnasta w kolejce". Dla wielu rodziców próba umówienia dziecka na wizytę do lekarza wygląda bardzo podobie, szczególnie w sezonie jesienno-zimowym. Nerwy, długie czekania, a w finale często okazuje się, że i tak nie ma już wolnych miejsc. Zapytałam inne mamy, czy u nich sytuacja wygląda podobnie i jak sobie z tym radzą.
Każdy rodzic małego dziecka chyba zna taką sytuację – od rana próbuje się dodzwonić do przychodni, a w słuchawce słyszy: "Jesteś 7., 18. albo 20. w kolejce". Nawet jeśli odczekamy swoje (rekordziści mówią nawet o kilkudziesięciu minutach!), nie zawsze do tego połączenia w ogóle dojdzie. A zdarzają się i przypadki, że finałem takiej rozmowy jest informacja o braku miejsca. Problem szczególnie nasila się w sezonie jesienno-zimowym.
Wolę podjechać sama
Sprawdziłam, jak wygląda to u innych mam i chyba wszędzie jest bardzo podobnie.
"To zależy od dnia. Chociaż dzwoniąc po 8:00 (początek rejestracji telefonicznej), zwykle jestem około 15. osobą oczekującą i zajmuje to około 20-25 minut. Najgorzej, kiedy po tym czasie okazuje się, że nie ma już miejsca do pediatry…"
"Szybciej mi podjechać samochodem i umówić osobiście niż się dodzwonić…"
"Raz pobiłam rekord – miałam prawie 100 połączeń, a jak już odebrali, okazało się, że nie ma miejsc."
Czy jest jakaś alternatywa dla telefonu?
Oczywiście, w dzisiejszych czasach istnieją różne sposoby kontaktu. Niektóre przychodnie oferują live chat z konsultantem i tu faktycznie często nie ma problemu z zapisem. Inne mają na stronie formularz kontaktowy, ale on niestety też nie zawsze działa albo obsługiwany jest przez rejestratorki dopiero po porannych telefonach.
Nie zawsze też samo wypełnienie formularza jest potwierdzeniem umówienia wizyty. W wielu przychodniach i tak trzeba czekać na telefon zwrotny, który dopiero potwierdza zapis.
Podobnie bywa z mailem. Może się on sprawdzić, ale raczej w przypadku wizyt planowanych, do specjalistów niż przy próbie szybkiego umówienia wizyty u internisty czy pediatry.
Czy można jakoś "obejść system"? Rozwiązania, które podpowiedziały mamy
Wśród wielu głosów o problemach z dodzwonieniem się do przychodni pojawiło się też kilka rad, jak obejść telefoniczną kolejkę.
"Ja czekam z telefonem w ręku na godzinę 8:00 (od tej godziny jest rejestracja). O 8:00 z reguły jestem już 6.–7. w kolejce, rozłączam się i za chwilę próbuję znowu. Nie czekam na linii i zwykle wtedy udaje mi się "wbić". To jest ten moment, kiedy inni też rezygnują i myślą sobie, żeby odczekać te parę minut."
Kolejna mama ma inną strategię:
"Ja czekam, aż minie pierwsza fala. Nigdy nie dzwonię o pełnej godzinie, bo tak robi większość ludzi. Wybieram np. 8:42, kiedy jest już po pierwszej fali telefonów i robi się luka. Wtedy dodzwaniam się bez problemu."
Co możesz zrobić, gdy nie da się dodzwonić?
Bez względu na to, czy uda cię "oszukać system" czy nie, pamiętaj o jednym: prawo do opieki zdrowotnej jest podstawowym prawem pacjenta. Placówki POZ mają obowiązek tak zorganizować pracę, by pacjent miał realną możliwość kontaktu, również telefonicznego. To wynika z przepisów prawa. Oznacza to m.in. monitorowanie obciążenia linii i reagowanie wtedy, gdy system przestaje działać.
Coraz więcej osób zgłasza problemy z dodzwonieniem się do przychodni do Rzecznik Praw Pacjenta. Takie sytuacje można zgłaszać także telefonicznie. Infolinia działa pod numerem 800 190 590.
Bo choć kombinowanie z godzinami dzwonienia bywa skuteczne, to nie pacjenci powinni szukać sposobów na obejście systemu. System powinien działać dla nich.
