
Coraz częściej słyszymy, że dzieci są dziś "roszczeniowe", nie potrafią czekać i źle znoszą odmowę. Tyle że coraz więcej specjalistów, ale też samych rodziców, zwraca uwagę na coś innego – to nie dzieci się zmieniły, ale dorośli i zasady, według których wychowują dzieci. Dlaczego tak się dzieje?
Ostatnio, będąc na zakupach, podsłuchałam jak pewna pani skomentowała zachowania dziecka, które dosyć stanowczo domagało się od mamy kupienie czegoś w sklepie.
"Ale te dzisiejsze dzieci są roszczeniowe!"
Skłoniło mnie to refleksji, bo nie pierwszy raz słyszałam podobną tezę. Tak nagle dotyczy to wszystkich dzieci, a jaka jest w tym nasza rola, rodziców?
Kiedyś tego nie było
Coraz częściej słyszy się, że dzieci są dziś roszczeniowe, wymagające i uważają, że wszystko im się należy. Mówi się, że nie potrafią czekać, źle znoszą odmowę i szybko się frustrują. Tyle że coraz więcej specjalistów, ale też samych rodziców zwraca uwagę na to, że to nie dzieci się zmieniły, tylko dorośli zmienili zasady wychowania i świat, w którym te dzieci dorastają.
Roszczeniowy, czyli jaki?
To, co nazywamy "roszczeniowością", bardzo często nie jest cechą charakteru, ale efektem braku pewnych doświadczeń. Dzieci nie rodzą się z umiejętnością radzenia sobie z frustracją, czekaniem czy odmową. Tego trzeba się nauczyć.
Jeśli jednak dziecko rzadko kiedy słyszy "nie", a jego potrzeby i zachcianki traktowane są zawsze tak samo (czytaj: natychmiast są zaspakajanie), trudno oczekiwać, że samo z siebie nauczy się cierpliwości i wdzięczności.
Takie czasy
Wielu rodziców działa dziś z poziomu zmęczenia i poczucia winy. Brak czasu, nadmiar obowiązków, presja bycia "dobrym rodzicem" sprawiają, że często chcemy dziecku coś zrekompensować. A to prezent wynagradzający nieobecność, a to zgoda zamiast rozmowy, bo nie ma czasu na dyskusję albo automatyczne "tak", żeby tylko uniknąć konfliktu i mieć spokój.
W większości przypadków absolutnie nie wynika to z braku miłości. Powiedziałabym, że wprost przeciwnie – z troski i chęci oszczędzenia dziecku trudnych emocji.
Do czego to prowadzi?
W przypadku braku granic w spełnianiu zachcianek dziecka, nie ma ono szansy nauczyć się, że nie wszystko jest dostępne od razu albo w ogóle.
Jeśli wszystko jest oczywiste i zawsze dostępne, trudno oczekiwać, że dziecko będzie to doceniać, bo to dla niego norma. I to nie jest niewdzięczność, to po prostu brak punktu odniesienia.
Dobra wiadomość jest taka, że "roszczeniowość" nie jest czymś trwałym. To też można zmienić. Granice, konsekwencja i pozwalanie dziecku na przeżywanie frustracji w bezpiecznych warunkach naprawdę działają. Wymaga to jednak pracy i przede wszystkim cierpliwości.
Nie bójmy się odmawiać dzieciom. Mówienie "nie" wcale nie niszczy relacji i nie spowoduje tego, że dziecko przestanie cię kochać. Wprost przeciwnie. Daje to dziecku poczucie bezpieczeństwa i uczy, że świat ma swoje zasady.
I taka refleksja na koniec – zamiast pytać, dlaczego dzieci są dziś takie wymagające, może warto zapytać jakiego świata je nauczyliśmy? To nie jest tak, że dzieci robią nam na złość. One po prostu bardzo dokładnie uczą się tego, co im pokazujemy.
