Na zdjęciu płaczące dziecko
Napad złości u dziecka natychmiast udziela się rodzicom. storyblock.com

Napad złości, płacz, krzyk, histeria. Wielu rodziców w takich momentach czuje bezradność. No bo jak uspokoić dziecko, skoro samemu jesteśmy u kresu nerwowego wytrzymania? W takim momencie warto sobie przypomnieć o tzw. koreańskiej metodzie uspokajania napadów złości. Sprawdzamy na jakiej zasadzie ona działa i czy faktycznie jest skuteczna.

REKLAMA

Każdy rodzic zna ten moment, kiedy dziecko ma napad złości, a żadne słowa nie działają. Tłumaczenia, prośby, argumenty – kompletnie nic. Właśnie wtedy pomocna może okazać się "koreańska metoda uspokajania napadów złości". Sama nazwa brzmi trochę egzotycznie, ale w rzeczywistości jest to znana w psychologii metoda współregulacji emocji.

Technikę tę popularyzuje w sieci m.in. dr Arif Khan, który w jednym z popularnych nagrań tłumaczy tzw. pięciostopniową technikę Jeong. Nie jest to żadna "magiczna sztuczka", a bardziej metoda oparta na wiedzy odnośnie tego, jak działa mózg dziecka w stanie silnego pobudzenia.

Dlaczego w napadzie złości logika nie działa?

Podczas intensywnych emocji u dziecka aktywuje się układ limbiczny. Mózg działa w trybie alarmowym. Kora przedczołowa, odpowiedzialna za myślenie, język i kontrolę impulsów, jest wtedy chwilowo "wyłączona". To dlatego nie docierają do dziecka żadne tłumaczenia, jakiekolwiek pytania tylko nasilają frustrację, a komunikaty typu "uspokój się" nie mają szans zadziałać.

Dzieje się tak dlatego, że w tym momencie dziecko nie potrzebuje logiki, tylko regulacji. I tu właśnie ma szansę sprawdzić się metoda Jeong.

Na czym polega technika Jeong?

Słowo "jeong" w kulturze koreańskiej oznacza głęboką więź, emocjonalną obecność i poczucie bycia razem. W kontekście rodzicielstwa służy do określenia miłości, między dzieckiem a mamą, która jest bardzo specyficzna. Nie jest to termin kliniczny, a bardziej określenie relacji, która reguluje emocje. Metoda składa się z pięciu prostych kroków.

5 kroków techniki Jeong

Krok 1: Najpierw dostosuj się do siebie

Zanim podejdziesz do dziecka, zatrzymaj się na moment. Weź kilka wolnych oddechów, rozluźnij ciało. To kluczowe, bo układ nerwowy dziecka "czyta" stan dorosłego. Jeśli rodzic jest napięty, dziecko pozostaje w alarmie. Regulacja zawsze zaczyna się od dorosłego. Mówiąc kolokwialnie, żeby skutecznie zadziałać, sami musimy "się ogarnąć".

Krok 2: Podejdź bliżej, najpierw bez słów

Zamiast mówić, po prostu bądź. Podejdź na wysokość dziecka, usiądź obok, ogranicz wszystkie zewnętrzne bodźce. Cisza w tym momencie nie jest brakiem reakcji. To też jest komunikat, który mówi: "jestem tu, jest bezpiecznie". Mózg dziecka nie musi przetwarzać słów, więc łatwiej wyhamowuje.

Krok 3: Zaoferuj kontakt fizyczny

Jeśli dziecko na to pozwala, zaproponuj przytulenie, objęcie ramieniem, położenie dłoni na plecach. Dotyk obniża poziom kortyzolu, aktywuje nerw błędny i pomaga ciału wyjść z trybu alarmowego.

Ważne! To zawsze powinno być tylko zaproszenie, nie przymusem. Jeśli dziecko cię odpycha, nie przytulaj się na siłę. Wystarczy bliska obecność.

Krok 4: Dostosuj się do oddechu

Oddychaj wolno i głęboko, w widoczny sposób. Dziecko, nawet nieświadomie, zaczyna synchronizować oddech z dorosłym. To jeden z najsilniejszych biologicznych mechanizmów regulacji, szybszy niż słowa i tłumaczenia.

Krok 5: Zostań, aż emocje opadną

Nie wychodź w połowie, nie przyspieszaj procesu. Dziecko potrzebuje doświadczyć, że emocje nie niszczą relacji, a dorosły nie znika, gdy jest trudno. To właśnie ten moment buduje w przyszłości zdolność do samoregulacji.

Skąd wzięło się "60 sekund"?

Oczywiście to określenie umowne. U niektórych dzieci regulacja faktycznie następuje bardzo szybko, u innych trwa kilka minut. "60 sekund" to taki skrót myślowy. Bardziej chodzi o pokazanie, że gdy zadziałamy na układ nerwowy w prawidłowy sposób, wyciszenie może nastąpić "w mgnieniu oka" – znacznie szybciej niż przy krzyku czy wywoływaniu presji.

Pamiętajmy też, że koreańska technika Jeong nie jest "magicznym" sposobem na natychmiastowe wyciszenie. To oparta na neuronauce metoda współregulacji.

Pokazuje ona, że w napadach złości dziecko najbardziej potrzebuje spokojnej obecności dorosłego – bez krzyku, pouczania czy nerwów. Najważniejsza jest relacja, która pozwala emocjom opaść we własnym tempie.

Czytaj także: