Na zdjęciu nastolatka wpatrzona w telefon
Wiek nastoletni rządzi się swoimi prawami. Nie musi to jednak oznaczać całkowitego zerwania więzi. storyblock.com

Gdy dziecko wchodzi w wiek nastoletni, wielu rodziców ma wrażenie, że traci nad tą relacją kontrolę. Rozmowy stają się trudniejsze, zasady są kwestionowane, a kontrola jakby w ogóle przestaje działać. To jednak nie musi oznaczać wychowawczej porażki. Przez ten etap po prostu trzeba przejść, a relacje z dzieckiem da się naprawić. Nawet wtedy, kiedy padło już tak wiele przykrych słów.

REKLAMA

Dziecko, które jeszcze niedawno było blisko, teraz zaczyna się zamykać, podważać zasady i ignorować twoje wszelkie prośby. Mimo że na pewno słyszałaś o czymś takim jak "bunt nastolatka", odruchowo pojawia się u ciebie bezsilność i zastanawiasz się, gdzie popełniłaś błąd.

Utrata kontroli nie jest porażką wychowawczą, lecz naturalnym etapem rozwoju

W okresie dojrzewania nastolatek nie rozwija się już przez podporządkowanie, lecz przez próby uzyskania niezależności. Jego mózg jest w trakcie intensywnej przebudowy, a potrzeba niezależności nie jest buntem dla samego buntu, lecz etapem na drodze do dorosłości. Im bardziej dorosły próbuje kontrolować każdy krok, tym większy opór to wywołuje. To, co z perspektywy rodzica jest troską, przez nastolatka bywa odbierane jako brak zaufania, atak i "czepianie się".

Nie słucha się, ale nadal masz na niego wpływ

Relacja z nastolatkiem nie opiera się już na tylko poleceniach i totalnym zapatrzeniu w rodzica, jak w przypadku małych dzieci. Teraz ważniejsze jest, aby położyć nacisk na podtrzymywaniu jakości kontaktu między wami. Nastolatek może nie słuchać zakazów, pyskować czy się buntować, ale cały czas bardzo uważnie obserwuje postawę dorosłego. Nadal jesteś dla niego źródłem bezpieczeństwa. Twoje dorastające dziecko sprawdza, czy jesteś spójny w tym co robisz i mówisz. Obserwuje, czy twoje zachowanie jest przewidywalne i czy jesteś emocjonalnie dostępny.

Co warto robić inaczej?

Zmiana zaczyna się wtedy, gdy rodzic przestaje tylko zarządzać, a zaczyna towarzyszyć dziecku. Prawie tak, jak innemu dorosłemu. Zamiast długich wykładów, warto postawić na krótsze, konkretne komunikaty. Zamiast ciągłej kontroli, spróbować oddać część odpowiedzialności i zaufać. To nie jest łatwe, bo często z góry wiemy, jakie będą konsekwencje niektórych zachowań dziecka. Czasem mogą być nawet bardziej dotkliwe niż kara, ale mogą też okazać się skuteczniejsze, bo będą naturalnym skutkiem wyborów. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku i bezpieczeństwa dziecka.

Choć niektóre sytuacje naprawdę mogą nas wyprowadzić z równowagi, kluczowe w przejściu tego etapu na pewno jest staje się zauważanie emocji dziecka.

Starałam się dobrze wychować dziecko. Gdzie popełniłam błąd?

Prawdopodobnie nigdzie. Paradoksalnie nastolatki najczęściej odpychają od siebie tych dorosłych, przy których czują się najbezpieczniej. To w domu testują granice, sprawdzają, jak daleko mogą się posunąć, uczą się swojej sprawczości. Choć bywa to bolesne, często świadczy o tym, że więź wciąż istnieje i że dałaś dziecku bezpieczne pole do "nauki dojrzewania".

Wiem jak bardzo jest to trudne, tak samo jak fakt, że nasze dziecko powoli staje się dorosłe. To proces, który wymaga czasu i zaangażowania z dwóch stron. Ważne, żebyś na tym etapie pamiętała, że ty także przechodzić zmianę. Kontrolowanie, którego wymagało małe dziecko, powinno powoli ustępować zaufaniu do dorastającego człowieka.

Czytaj także: