
Zwykle wypowiadamy te słowa mając dobre intencje. Chcemy jak najszybciej ukoić dziecięcy płacz i zakończyć trudną dla wszystkich sytuację. Problem w tym, że to zdanie, powtarzane zbyt często, może wywołać efekt odwrotny od zakładanego.
"Nic się nie stało" to jedno z tych zdań, które (jako rodzice) wypowiadamy automatycznie niemal na każdą sytuację, która jest dla dziecka potencjalną porażką lub nieprzyjemnym wydarzeniem.
Dziecko się przewróciło, ktoś zabrał mu zabawkę, przegrało, zostało pominięte w zabawie... Dla dziecko to są wydarzenia bardzo dramatyczne, dla nas – błahostka, drobiazg, o którym dziecko za chwilę nie będzie pamiętać. Pewnie tak się stanie, ale na daną chwilę, dziecko może odebrać daną sytuację jako "koniec świata".
Co w takiej sytuacji robią rodzice?
Chcemy jak najszybciej wyciszyć emocje, uspokoić dziecko, zakończyć nieprzyjemny moment dla nas wszystkich. I choć intencje mamy dobre, skutek takich działań już niekoniecznie taki będzie.
Jak reaguje dziecko?
Dla dziecka to, co się wydarzyło, naprawdę się stało i jest przykrą sytuacją. Wywołało to w nim realne emocje. Może był to smutek, złość, wstyd, rozczarowanie. Kiedy słyszy "nic się nie stało", dostaje komunikat, że jego przeżycie jest nieważne, że reaguje zbyt mocno albo że coś jest z nim nie tak, skoro tak bardzo to odczuwa, a nie powinno.
Jakie mogą być tego konsekwencje?
Z czasem takie umniejszanie uczuć może pokazywać dziecku, że nie warto ufać własnym emocjom. Może pomyśleć, że lepiej je ukrywać niż pokazywać? A wszyscy wiemy, jaki efekt może mieć ukrywanie emocji. Nieprzepracowane i kumulowane zbyt długo, mogą mieć negatywne skutki także w dorosłym życiu.
Warto też pamiętać, że dzieci nie mają jeszcze takich zasobów radzenia sobie z pewnymi sytuacjami jak my. Nie potrafią spojrzeć z dystansu, przewidzieć pewnych rzeczy, zracjonalizować sytuacji. To, co dla dorosłego jest drobnym incydentem, dla dziecka bywa prawdziwym dramatem. I nawet jeśli jest nim tylko w tej chwili, nadal jest przykrą sytuacją.
Jak więc reagować inaczej?
Nie chodzi o to, by dramatyzować każdą sytuację ani sztucznie nakręcać emocje. Chodzi o ich uznanie i pozwolenie na przeżycie. Czasem wystarczy zmiana jednego zdania. Zamiast "nic się nie stało", warto powiedzieć "widzę, że to było dla ciebie trudne" albo "rozumiem, że jest ci przykro".
To komunikaty, które nie rozwiązują problemu dziecka, ale dają mu poczucie, że jego emocje mają prawo istnieć i trzeba dać im prawo przeminąć.
Dopiero kiedy dziecko poczuje się wysłuchane i zauważone, łatwiej mu się będzie uspokoić i wyciszyć. Wtedy można szukać rozwiązań (jeśli problem tego wymaga) czy pokazywać inną perspektywę danej sytuacji.
Każdy z nas ma prawo do uznania własnych emocji – wszystkich, bez wyjątku. Nawet jeśli wiemy, że zaraz przeminą. Potrzebujemy mieć pewność, że to, co czujemy, jest prawdziwe i ma znaczenie.
Zobacz także
