
Coraz więcej dzieci po lekcjach biega z jednych zajęć dodatkowych na drugie. Ale są też rodzice, którzy podejmują inną decyzję – rezygnują z wyścigu, by zostawić dziecku trochę dzieciństwa. Czy naprawdę zasługują za to na krytykę i wykluczenie?
Ostatnio w kolejce w kawiarni usłyszałam rozmowę dwóch mam. Jedna z nich, wyraźnie przybita, opowiadała, że czuje się wyszydzana w klasie swojego syna. Wystarczyło, że na zebraniu przyznała się, że nie zapisuje dziecka na żadne zajęcia dodatkowe. Od tamtej pory – jak mówiła – traktuje się ją jak matkę, która "zaniedbuje swoje dziecko".
To mój wybór
Kobieta zaznaczyła, że koszt takich zajęć zdecydowanie przekracza jej budżet domowy. Dodała jednak, że nawet gdyby mogła pozwolić sobie na takie wydatki, i tak podeszłaby do tego rozsądnie. Może angielski byłby wart rozważenia, ale resztę uważa za zbędną.
"On potrzebuje odpoczynku, a nie kolejnych obowiązków"
Jej syn jest w 3. klasie i już teraz często ma lekcje na popołudnie. – Po co mam jeszcze dorzucać mu kolejne obowiązki? – pytała. Chłopiec uczęszcza tylko na zajęcia sportowe organizowane przez szkołę i to jej zdaniem w zupełności wystarcza. – Przecież dziecko musi mieć czas na swobodną zabawę, spotkania z kolegami i zwykłe bycie dzieckiem – dodała.
"Ratuję mu dzieciństwo, a czuję się jak trędowata"
Wspomniana mama była przekonana, że nie wyrządza dziecku żadnej krzywdy. Wręcz przeciwnie – uważa, że ratuje mu dzieciństwo przed wiecznym pośpiechem i nadmiarem obowiązków. – Nie rozumiem, dlaczego miałabym mieć wyrzuty sumienia. To nie ja powinnam się tłumaczyć – mówiła z żalem.
Niestety, za swoją decyzję płaci wysoką cenę. Przyznała, że kiedy spotyka się z innymi mamami z klasy syna, czuje się wykluczona. – Jakbym była gorsza. Jakby fakt, że moje dziecko nie ma wypełnionego grafiku od rana do wieczora, czynił mnie wyrodną matką – powiedziała ze smutkiem.
Myślę, że to przykra sytuacja
Kiedy usłyszałam tę rozmowę, zrobiło mi się naprawdę przykro. Nie uważam, żeby to, że dziecko nie chodzi na żadne zajęcia dodatkowe, mogło być powodem do stygmatyzowania rodziców. Każda rodzina ma prawo wybierać to, co uważa za najlepsze. A dzieciństwo naprawdę nie musi oznaczać codziennego biegania z kursu na kurs.
Co o tym myślicie? Czy mama, która wybiera prostsze życie dla swojego dziecka, naprawdę zasługuje na takie traktowanie?
Zobacz także
