
"Ojciec jednego z moich uczniów napisał do mnie SMS-a o pierwszej w nocy z żądaniem natychmiastowej zmiany oceny. Nie była to prośba, tylko rozkaz pełen pretensji i gróźb. Pracuję w szkole od kilkunastu lat, ale czegoś takiego jeszcze nie przeżyłam". Przeczytajcie całą wiadomość od Beaty.
Bezczelna wiadomość w środku nocy
"Kiedy usłyszałam dźwięk telefonu o pierwszej w nocy, serce zabiło mi mocniej. Myślałam, że może coś się stało – rodzina, zdrowie, wypadek? Otwieram wiadomość i... aż mnie zatkało.
'Proszę natychmiast poprawić synowi ocenę z matematyki. To skandal, że ma jedynkę. Ale ja już wiem, co z tym zrobić' – napisał ojciec jednego z uczniów.
Żadnego 'dzień dobry', żadnego wyjaśnienia. Groźby, naciski, zero szacunku. W tamtej chwili naprawdę poczułam się, jakby ktoś przekroczył granicę, której nigdy nie powinien był przekraczać.
Czerwiec – "miesiąc cudów"
Czerwiec to dla nauczycieli czas wyjątkowo trudny. Uczniowie myślami są już na wakacjach, a my – w papierach, arkuszach, tabelkach, analizach. Próbujemy zamknąć rok, dopiąć wszystko na ostatni guzik. Ale wtedy zaczyna się coś jeszcze: ofensywa rodziców i uczniów walczących o oceny. Nagle wszyscy się budzą. Ci, którzy przez cały rok nie oddali ani jednej pracy domowej, nagle zaczynają błagać o poprawę. Ci, którzy ignorowali moje maile i komentarze, wysyłają teraz wiadomości z pretensjami i żądaniami.
Dostaję SMS-y wieczorami, nocami, w weekendy. 'Proszę postawić mu czwórkę, bo się załamie'. 'To tylko jeden punkt, a tyle znaczy'. 'Pani go nie lubi, dlatego mu zaniża oceny'. Bywają też 'słodkie' formy nacisku: bukiety kwiatów, czekoladki, bileciki z 'podziękowaniem za cały rok' – wszystko z nadzieją, że wzruszę się i podniosę ocenę. Niektórzy rodzice przychodzą nawet do szkoły bez zapowiedzi, z gotowym 'scenariuszem ratunkowym' i opowieścią o stresie dziecka.
Najtrudniejsze w tym wszystkim jest to, że te prośby często nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Chodzi o uczniów, którzy przez cały rok nie podejmowali żadnego wysiłku. Kiedy dawałam im szanse – nie korzystali. Kiedy proponowałam konsultacje – nie przychodzili. Kiedy trzeba było oddać projekt – zapominali. A teraz, na kilka dni przed radą pedagogiczną, mają pretensje, że nie ma cudów.
Zawsze staram się być sprawiedliwa. Pomagam, daję dodatkowe zadania, zostaję po lekcjach. Cenię uczniów, którzy się starają – nawet jeśli nie mają piątek. Ale nie potrafię nagradzać tych, którzy nic nie robią i traktują szkołę jak przeszkodę do przeskoczenia z pomocą rodziców.
Po tamtym nocnym SMS-ie długo nie mogłam zasnąć. Zastanawiałam się, gdzie jest granica tego wszystkiego. Czy naprawdę jako nauczyciele musimy być dostępni 24 godziny na dobę? Czy musimy znosić brak szacunku, presję i ataki tylko dlatego, że ktoś nie potrafi pogodzić się z oceną swojego dziecka?
Mam nadzieję, że kiedyś wróci szacunek do pracy nauczyciela. Że rodzice i uczniowie zrozumieją, że nie jesteśmy robotami do wstawiania cyferek na zawołanie. I że wiadomości o pierwszej w nocy przestaną już być normą".
(Imiona bohaterów zostały zmienione).
