
Zmarnowany czas
"Podczas rekolekcji ksiądz będzie miał wielkie pole do popisu, a cała edukacja zostanie wstrzymana na kilka dni. A nauczyciele? Oni w tym czasie odpoczywają, jakby to nie był czas na naukę, ale na wakacje.
Ok, rozumiem, że religia jest częścią edukacji w naszej szkole, ale naprawdę nie widzę sensu, by przez kilka dni dzieci siedziały w kościele, słuchając kazania i klepiąc modlitwy, zamiast przerabiać materiał, który czeka na ukończenie. Po tych kilku dniach, kiedy wrócą do szkoły, będą miały zaległości, które będą musiały nadrobić. Te 'duchowe przeżycia' to dla mnie absurd, który tak naprawdę niewiele wnosi w rozwój intelektualny.
Rekolekcje to dla mnie totalny bezsens. Dzieci, zamiast się uczyć, siedzą bezmyślnie. Tak to widzę. Dla mnie to nie jest czas na refleksję, ale na marnowanie czasu. Rozumiem, że są różne podejścia do religii, ale nie można zapominać, że edukacja powinna być na pierwszym miejscu.
I w tym wszystkim nauczyciele, którzy – zamiast organizować ciekawe zajęcia, czy rozwijać dzieci na różnych płaszczyznach – po prostu cieszą się dodatkowym czasem wolnym. A my, rodzice, zostajemy z dziećmi, które wracają z tych dni pełne 'odświeżenia duchowego', ale w głowach pustka, bo przez te dni niczego nowego się nie nauczyły.
Może warto by było pomyśleć o jakimś bardziej sensownym rozwiązaniu? Może, zamiast całkowicie rezygnować z nauki, przeorganizować rekolekcje w taki sposób, by były one naprawdę wartościowe – ale nie kosztem dni szkolnych? Może dać dzieciom wybór – chcą pogłębiać religię? Proszę bardzo, ale niech to nie będzie powód, by przez kilka dni zaprzepaścić czas na naukę. Nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego rekolekcje nie obywają się po lekcjach, tylko w czasie ich trwania? Jakaś umowa na płaszczyźnie szkoła–Kościół?".