
Taką właśnie mamy wszyscy tendencję. Naprawiania, poprawiania i doradzania. Często zupełnie niepotrzebnie.
"Słyszę cię"
Mam takie przemyślenia, że gdyby każdy z nas uczył się w życiu umiejętności słuchania drugiego człowieka, ten świat byłby lepszym miejscem. Mniej byłoby w nim nieporozumień, a za nimi idących, konfliktów, żalu niewypowiedzianego, rozczarowań.
I gdyby każdy z nas bardziej przywiązał się do słuchania i słyszenia drugiego człowieka, niż do mówienia, byłoby spokojniej, ciszej i wszystko miałoby inną równowagę. Mam takie głębokie poczucie, że wypluwamy z siebie czasami potoki słów, z których większość nie ma większego znaczenia.
Co właściwie próbujemy zagłuszyć? Nie wiem.
Jedna z platform edukacyjnych dla rodziców, którą często przywołuję w swoich tekstach ze względu na jej naprawdę wartościowe treści, podjęła temat słuchania w kontekście dzieci.
I postulują: "Nie dawaj dziecku rad, jeżeli o nie nie prosi. Jeżeli chcesz, by przychodziły do ciebie ze swoimi wyzwaniami, emocjonalna odpowiedź, jakiej potrzebują bardziej, brzmi: 'słyszę cię' aniżeli 'naprawię to'".
Proponują, by spróbować od prostych zdań, typu: "Słyszę cię", lub "Czy potrzebujesz mojej porady, czy chciałbyś po prostu zostać wysłuchany?".
Taka niewielka zmiana naszej perspektywy, a wielka zmiana w ogóle. Mamy jakiś przymus wewnętrzny, schemat, który jako dorosłym, każe nam "ratować" dziecko albo po prostu doradzać z miejsca "mądrego, dojrzałego, dorosłego".
Tylko że nie zawsze trzeba. Nie zawsze jest miejsca na te porady, czasami to są małe wyzwania, z którymi dziecko jest w stanie sobie poradzić i dzięki temu udowodnić również sobie, że to potrafi.
Nie zagłuszajmy ich, nie wyręczajmy. Prowadźmy, słuchajmy.
Czasem naprawdę najlepsze co możemy powiedzieć to: widzę cię i słyszę, co mówisz.