
Znikanie z życia, które nie było ich
Nie rzucają wszystkiego w emocjach. Nie pakują walizek i nie uciekają do Tajlandii. Ale coś się zmienia. Rezygnują z bycia "dobrą dziewczynką", "zawsze pomocną koleżanką z pracy", "tą, która ogarnia". Przestają odbierać telefony po 22. Nie odpowiadają natychmiast na każdą wiadomość. Znikają z rodzinnych spotkań, na których zawsze czują się oceniane. Nie wysyłają kartek świątecznych, nie pieką tortów na ostatnią chwilę, nie udają, że wszystko gra.
To nie lenistwo. To wybór.
Bezgłośny bunt to coś więcej niż moda
To cicha rewolucja. Dzieje się w domach, kuchniach, grupach na Messengerze i w damskich toaletach korporacyjnych. Kobiety zaczynają zdejmować z siebie ciężary, które dźwigały od pokoleń. Uczą się nie tłumaczyć ze swoich wyborów.
"Nie mogę", "Nie mam przestrzeni", "Nie czuję się na siłach" – to ich nowe hasła.
Nie potrzebują już krzyczeć, by być słyszane. Milczą, ale ich milczenie mówi wszystko: dość.
Od stawiania granic po zmienianie życia
Niektóre zaczynają od prostych rzeczy: usuwają się z grupy przedszkolnej, bo nie mogą już patrzeć na spirale porównań. Inne rezygnują z pracy, która zjadała im duszę. Albo z relacji, w których od lat były tylko "żoną", "matką" albo "tą, która wybacza".
– Odeszłam bez awantury. Bez wyjaśnień. Spakowałam rzeczy i wyszłam. Pierwszy raz nie miałam potrzeby, żeby tłumaczyć się ze swoich emocji – mówi Kasia, mama trójki dzieci, która przez 11 lat żyła w toksycznym małżeństwie.
Nie bunt dla buntu. Bunt dla siebie
Ten bezgłośny bunt nie ma niszczyć. On ma chronić. Siebie. Swoją energię. Swoją godność.
To nie rewolucja z megafonem. To rewolucja z filiżanką herbaty, wyciszoną grupą WhatsApp i wylogowaniem się z życia, które nie było nasze.
A może też jesteś buntowniczką?
Może nie nazwałaś tego w ten sposób, ale… może już to robisz? Nie odpisujesz. Nie odbierasz. Nie idziesz. Nie zgadzasz się.
I to jest okej.
Nie musimy być miłe. Musimy być prawdziwe.