
Sytuacja w sklepie, która wywołała burzę
Ostatnio przeglądałam Threadsa i natknęłam się na pewien post, który napisała pewna użytkowniczka. Opisała ona dość nietypową sytuację, która miała miejsce w sklepie. Była świadkiem, jak dziecko, mające około 5 lat, bawiło się piszczącą zabawką z witryny. Cała sytuacja wydarzyła się w kolejce i trwała przez dobre 5 minut. Co się tam konkretnie stało?
"Sytuacja w sklepie: Kolejka 8-10 ludzi. Dziecko jednej z Pań bawi się piszczącą zabawką z witryny (ma około 5 lat). Wszyscy się przyglądają. Trwa to około 5 min. Mama dziecka bez reakcji. W końcu kasjerka nie wytrzymuje i zwraca uwagę: Proszę się nie bawić zabawką z witryny. Cisza. Dziecko przestaje to robić. Moje pytanie: Dlaczego mama dziecka nie zwróci uwagi takiemu dziecku? Czy tylko ja uważam, że to trochę brak szacunku do innych?".
Jakie były reakcje internautów?
Kobieta była bardzo sfrustrowana tym, co widziała. Jedna z użytkowniczek napisała, że sama ma dziecko i ma dość ciągłej nagonki na maluchy.
"Mam już cholernie dość tego, że wszędzie wszystkim przeszkadzają dzieci. Mam 1,5-rocznego syna, który obecnie jeszcze ma jakiś kryzys, z którym nie mogę sobie poradzić i normalnie już boję się z nim wyjść z domu, bo jak zacznie płakać, to będzie wszystkim przeszkadzał. Chyba mam się zamknąć w domu i nie iść nawet na plac zabaw, bo tam też nagle dzieci przeszkadzają dorosłym. Wymagacie kontrolowania emocji i zachowań od dzieci, kiedy wielu dorosłych tego nie potrafi!".
Inna użytkowniczka powiedziała, że rozumie postawę matki, bo sama czasami "się wyłącza" z przebodźcowania.
"Jako mama, czasami jestem tak przebodźcowana, że się 'wyłączam'. Nie mam problemu, jeżeli ktoś mi (w sensowny sposób) zwraca uwagę. Gdy w ciągu dnia powtarzasz setki razy 'odłóż, nie ruszaj, odejdź', łatwo jest stracić czujność".
Pojawiły się też głosy, które nie rozumiały, dlaczego ktoś uważał taką sytuację za problem:
"Tak ciężko wystać w kolejce 5 minut przy piszczącej zabawce?".
Były i takie komentarze, w których próbowano znaleźć inne wyjaśnienie:
"Jak beznadziejne życie muszą mieć ludzie, by oceniać innych w tak błahych sprawach? Może ta mama była zamyślona, może ma drugie dziecko albo męża w szpitalu, może straciła właśnie pracę albo dostała awans i teraz zastanawia się nad przyszłością tak intensywnie, że nie zwróciła uwagi na kilka minut hałasu? Może właśnie dowiedziała się, że jest w ciąży albo że ma raka piersi i ma mętlik w głowie? A może cokolwiek innego?".
Nie zabrakło również komentarzy od matek, które potrafiły wyjaśnić, dlaczego taka sytuacja nie zawsze jest wynikiem braku wychowania:
"To ja się wypowiem jako mama. Czasami my jesteśmy tak przebodźcowane. I przyzwyczajone, że zwyczajnie (serio) tego nie słyszymy. Jedna lekka uwaga i ją przepraszam po stokroć, bo serio po prostu odpłynęłam".
Jakie jest moje zdanie na ten temat?
Sytuacja w sklepie, o której napisała użytkowniczka Threadsa, nie jest jednoznaczna. Z jednej strony, może być wkurzające, kiedy dziecko hałasuje w publicznym miejscu, a rodzic nie reaguje. Z drugiej strony, nie można zapominać, że wychowywanie dzieci to niełatwa sprawa. Czasami matki są po prostu zmęczone, przeciążone obowiązkami, a każda drobnostka staje się ciężarem, który trzeba zignorować, by przetrwać kolejny dzień.
Osobiście uważam, że warto reagować, ale nie zawsze trzeba to robić w sposób stanowczy. Może wystarczy delikatnie poprosić o ciszę, bez niepotrzebnych emocji. Dzieci, szczególnie w tym wieku, nie zawsze zdają sobie sprawę z tego, jak ich zachowanie wpływa na innych. Matki też bywają zmęczone i czasem naprawdę nie zauważają, że ich dziecko hałasuje.
Warto więc okazać trochę więcej zrozumienia i cierpliwości, bo każdy z nas ma swoje trudne dni. W takich sytuacjach wystarczy okazać więcej empatii – zarówno w stosunku do dziecka, jak i matki.
A co wy o tym sądzicie?