
Trudna sytuacja
"Zawsze staram się być dobrej myśli. Tak też było i tym razem. Cały czas powtarzałam sobie, że to tylko kwestia czasu, że wszystko się ułoży. Niestety, ale nic nie jest tak, jak być powinno.
Od kiedy mój syn poszedł do pierwszej klasy, jakoś posmutniał. Ze szkoły do domu wracał przygnębiony. Nie opowiadał o kolegach, nie mówił o zabawach na przerwach, unikał rozmów o tym, co działo się w klasie. Coraz częściej widziałam smutek w jego oczach i słyszałam, jak wzdycha bez powodu. 'Jak było w szkole?' – pytałam codziennie. 'Dobrze' – odpowiadał cicho, bez entuzjazmu. Ale jako matka czułam, że to nie jest prawda. Przez skórę czułam, że coś jest nie tak. I tak zwlekałam tygodniami, miesiącami. Nie wiem, dlaczego od razu nie zadziałałam.
Dopiero nie tak dawno zdecydowałam się umówić na rozmowę z wychowawczynią. Chciałam usłyszeć, jak wygląda sytuacja w klasie, czy mój syn odnajduje się wśród rówieśników. Czy może potrzebuje więcej czasu na zaaklimatyzowanie się. Weszłam do klasy z nadzieją, że usłyszę coś, co mnie uspokoi. Niestety, słowa wychowawczyni sprawiły, że serce mi pękło.
'Pani syn jest bardzo wycofany' – zaczęła. 'Na lekcjach siedzi z boku, nie zgłasza się, nie wchodzi w interakcje z innymi dziećmi. Na przerwach często stoi sam, czasem kręci się wokół grup, jakby chciał do nich dołączyć, ale nie potrafi. Jestem pewna, że dzieci nie mają wobec niego złych intencji, ale zauważyłam, że raczej go pomijają. Po prostu… jakby nie istniał' – tak mniej więcej powiedziała.
Nie mogłam powstrzymać łez. Próbowałam coś powiedzieć, ale czułam w gardle ogromną gulę. Zapytałam, co możemy zrobić? Jaki powinien być kolejny krok.
Wychowawczyni westchnęła i zasugerowała rozmowę z psychologiem. Wspomniała, że też stara się mu jakoś pomóc, ale nie widzi żadnych rezultatów.
Nie wiem, czy to pomoże. Nie wiem, jak go wesprzeć, jak sprawić, żeby odnalazł swoje miejsce wśród rówieśników. Wiem tylko, że moje dziecko cierpi, a ja nie potrafię jakoś mu pomóc.
Jeśli ktoś przechodził przez coś podobnego i znalazł sposób, by pomóc swojemu dziecku, proszę – podzielcie się swoimi doświadczeniami. Może gdzieś tam jest rozwiązanie, którego jeszcze nie widzę".
Po przeczytaniu listu w mojej głowie pojawiło się tylko jedno pytanie. Dlaczego wychowawczyni wcześniej nie zareagowała i nie zaprosiła mamy na rozmowę? Dlaczego zwlekała i pozwoliła, by chłopiec czuł się wśród swoich rówieśników jak ktoś zupełnie obcy? To niedorzeczne.