
Kiedy rodzi się dziecko, rodzi się matka. Kobieta często nadopiekuńcza. Kobieta, która poza tym maleństwem świata nie widzi. I mimo nieprzespanych nocy, zmęczenia i trudów, jakie macierzyństwo za sobą niesie, przeżywamy najpiękniejszy etap naszego życia. Bo kiedy nasze pisklę wyfrunie z gniazda, będzie już tylko "gorzej". Pojawi się smutek, pustka i tęsknota.
Wychowujemy ciamajdy i niedorajdy
Po tym pięknym i przepełnionym ciepłem wstępie czas przejść do konkretów. Niektóre matki (oczywiście nie wszystkie) są nadopiekuńcze. Dmuchają i chuchają na te swoje maleństwa, które niekiedy maleństwami już tak naprawdę nie są. Ale one tego nie dostrzegają.
Są wpatrzone w te swoje dzieci jak w obraz i zrobiłyby dla nich dosłownie wszystko. Obecne są na każde zawołanie, na każde skinienie palcem i każde słowo: "mamo". Stoją w blokach startowych i tylko czekają, by przybiec na pomoc. I nie są to puste słowa, moje widzimisię. Na portalu Threads użytkowniczka @książekczara opublikowała wpis, który potwierdza moje przypuszczenia i obawy.
"Jestem po 3h wykładów z logopedii i jestem w szoku, jakie kaleki robią rodzice ze swoich dzieci. 8-latka nie pije z otwartego kubka, bo SIĘ ZADŁAWI. 4-latka dostaje po odebraniu z przedszkola mleko z butelki ze smoczkiem. Rodzice traktują 5-latkę jak obłożnie chorą, bo ma temperaturę 37. Ja sama jestem mamą z tych bardziej chuchajacych na dziecko, nie wychowuję w stylu lat 90., czyli metodą kabla od prodiża, ale trzeba mieć w tym jakiś rozsądek. Dziecko nie nauczy się jazdy na rowerze, jeśli nigdy nie zdejmiesz mu bocznych kółek, bo się przewróci" – czytamy (pisownia oryginalna). Serio? Nie myślałam, że jest aż "tak źle". 8-latka nie pije z otwartego kubka, bo może się zadławić? Na litość boską. Trzymamy dzieci pod kloszem, chronimy przed złem całego świata, a potem się dziwimy, na kogo wyrasta współczesne pokolenie. Zarzucamy to i tamto, a tak naprawdę same jesteśmy temu winne.
Odrobina samodzielności
Aż chciałoby się krzyknąć: "Mamo, daj temu dziecku wziąć głęboki oddech. Daj poznawać i eksplorować świat. Odsuń się i zrób jakąś przestrzeń".
Wiem, że drżymy o swoje dzieci na każdym kroku i ich cierpienie, lęki i obawy chciałybyśmy wziąć na siebie. Wiem, że wyręczanie jest bardzo kuszące, ale czy dobre? No niekoniecznie.
Warto pozwolić dzieciom na samodzielność, nawet jeśli wiąże się ona z popełnianiem błędów. Warto zrobić krok w tył i dać spróbować, jak naprawdę smakuje życie. Bo jeśli zawsze będziemy je asekurować, nigdy nie nabiorą pewności siebie, ani nie zrozumieją konsekwencji swoich działań. Czasem upadek jest najlepszą lekcją, bo jak to mówią: "Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz".