all inclusive
W olbrzymich kompleksach hotelowych zdarzają się nieporozumienia, wystarczy zgłosić swoje uwagi? fot. Mateusz Kotowicz/REPORTER

Wykupujesz rodzinne wakacje z nadzieją, że to będzie wasz wymarzony wyjazd, a potem pojawiają się problemy: źle sprzątnięty pokój, dziwny zapach, zamknięty basen... Polacy coraz częściej narzekają na all inclusive. Czyżby jakość takich wakacji spadła, a może to my mamy coraz większe oczekiwania? Zdaniem Moniki problem tkwi w czymś zupełnie innym.

REKLAMA

"Kiedyś Polacy zachwycali się all inclusive, dziś znacznie częściej słychać narzekanie. Mnie to jakoś bardzo nie dziwi, w końcu apetyt rośnie w miarę jedzenia. Po polskich kwaterkach nad morzem wylądowaliśmy w Turcji, Grecji czy Hiszpanii. Było ekskluzywnie. Inny standard. Zamiast mielonki z puszki, szwedzki stół i jesz, ile chcesz. Piękne widoki, baseny i darmowe leżaki. 

Jednak im więcej jeździmy po świecie, tym bardziej zmienia się nasza perspektywa. Skoro rok temu za tę samą cenę mieliśmy więcej atrakcji, ładniejszy pokój, lepszy widok, to dość naturalne, że coś tam może nam nie odpowiadać. Zaczynamy kręcić nosem, porównujemy i narzekamy. Cóż, każdy ma do tego prawo, jednak zadziwia mnie jeden nawyk wśród Polaków. 

Ależ to były kiepskie wakacje

Uwielbiamy obsmarować hotele i biura podróży na forum, Facebooku, generalnie w internecie, narzekać znajomym i rodzinie, ale ile z tych osób, którym coś się nie podobało, zgłosiło swoje uwagi w recepcji jeszcze podczas pobytu? Ano właśnie!

Nie raz zadaję pytanie: rozmawiałeś z menadżerem lub rezydentem? Ja zawsze na bieżąco staram się wyjaśnić wszelkie wątpliwości, dopytać, dlaczego coś wygląda tak, a nie inaczej i zazwyczaj spotykam się z naprawdę otwartą postawą oraz chęcią rozwiązania mojego problemu.

Narzekanie to nasz narodowy sport

Kiedyś myślałam, że to taka polska natura: lubimy sobie gderać za plecami, byle nie trzeba było rozmawiać twarzą w twarz. Pandemia sprawiła, że zdecydowanie odważniej wyrażamy swoje opinie w sieci. Ostatni wyjazd uświadomił mi, że jednak za takim zachowaniem na all inclusive kryje się tak naprawdę coś zupełnie innego.

Pierwszy raz podczas swojego wyjazdu all inclusive trafiłam do hotelu, gdzie na recepcji pracowała Polka. Szczerze mówiąc, dziewczyna miała mocno przechlapane. Gdy był jej dyżur w recepcji, pojawiała się zaraz długa kolejka i słychać było także podniesiony ton Polaków. Gdy miała wolne, lobby świeciło pustkami. Przypadek? Nie sądzę. Myślę, że to dowód na to, że przez barierę językową nie zgłaszamy problemów, a potem kisimy w sobie żal.

Po powrocie łatwiej po polsku napisać coś podłego o hotelu w sieci niż łamanym angielskim tłumaczyć managerowi, z czym mamy problem. Szkoda, bo naprawdę nawet mówiąc niezbyt dobrze w obcym języku, można szybko wyjaśnić sprawę. Przypomnę, że na miejscu bywa też rezydent, a i na infolinię biura podróży można zadzwonić.

Trzeba tylko chcieć".

Czytaj także: