
Wiadomość o ciąży to dla wielu osób powód do świętowania. Klaudia przekonała się, że nie zawsze można się przygotować na czyjąś reakcję, nawet jeśli jest to radość. "Z troski chcieli mnie zagłaskać na śmierć" – skarży się nasza czytelniczka.
"Ciąża to wielka radość, przynajmniej zawsze mi się tak wydawało. Od dawna czekałam na ten moment i dwie kreski na teście sprawiły, że naprawdę zaczęłam ze szczęścia unosić się nieco nad ziemią. Mój mąż także jest wniebowzięty. Razem uznaliśmy, że skoro to będzie pierwszy wnuczek lub wnuczka, nie możemy poinformować naszych rodziców w zwyczajny sposób.
Wielka niespodzianka
Uknuliśmy chytry plan, że zorganizujemy wspólny wakacyjny wyjazd. Taki późny prezent z okazji Dnia Matki i Ojca. Kupili to bez zastanowienia. Lubimy spędzić czas razem z jednymi i drugimi, i pomyśleliśmy, że to też fajny sposób, by nasi rodzice lepiej się poznali. Jesteśmy 2 lata po ślubie, ale jakoś nie było zbyt wielu okazji, by się spotkali. Wisienką na torcie miała być uroczysta kolacja i informacja, że wkrótce zostaną dziadkami.
Pomysł z pozoru idealny stał się przekleństwem, a ja każdego dnia, do końca urlopu płakałam. Jak to możliwe? Wszystko wypadło idealnie, a rodzice popłakali się ze wzruszenia, tyle że na tym koniec miłych chwil.
Jak zagłaskać kotka
Zakładając, że się ucieszą, nie przewidzieliśmy, że ta radość może być potwornie mecząca, szczególnie dla mnie. Przez cały wyjazd zasypywali mnie 1000 pytań, dopytywali o każdą rzecz, którą chcę zrobić, dlaczego coś jem, albo nie jem, troskliwie sugerowali, że już czas na luźniejsze ubrania, wygodniejsze buty, wątpili, czy mogę siedzieć na słońcu i jeść lody...
Nie brakowało sugestii, że nie powinnam tańczyć czy pływać, a wieczorem długo przesiadywać... Że jem za dużo lub za mało... Temat ciąży nie miał końca i choć wiem, że to przez troskę i radość, to zrozumiałam, że choć cieszę się, że zostanę mamą, to jeszcze sama nie oswoiłam się z tą myślą. Tymczasem oni nieustannie bombardowali mnie swoją troską.
To było męczące
Nadmiar zainteresowania dzieckiem i ciąża zaczęły mnie potwornie męczyć. Nie było już innych tematów. Pytania o imię dla dziecka, wyprawkę i całą masę rzeczy, na które jeszcze przyjdzie czas, zaczęły mnie przytłaczać. Zamiast się radować z rodziną, chciałam uciec, a ponieważ był to wspólny wyjazd, nie miałam jak i gdzie. Inne tematy przestały istnieć, a ja zaczęłam udawać, że jestem śpiąca albo mnie mdli, by zamknąć się w pokoju. Nie mogłam ich wszystkich znieść. Emocje przytłoczyły mnie tak bardzo, że jak nie płakałam w poduszkę, to miałam ochotę krzyczeć. Czułam, że za moment zagłaszczą mnie ze swojej troski i miłości na śmierć.
Mąż, widząc, co się dzieje, starał się coś zaradzić. Oczywiście zwalili to na huśtawkę hormonów, a prośba o zmianę tematu absolutnie nie działała. Z wyjazdu wróciłam umordowana totalnie i szczerze mówiąc, boję się, co będzie dalej. Bo o ile cieszę się nadal na to, że zostanę mamą, to nie wiem, jak zniosę ten okres oczekiwania z 'takim wsparciem' rodziców i teściów".
