
Wakacje dopiero przed nami, jednak rodzice młodszych dzieci mają więcej swobody w doborze terminu urlopu. Nie muszą przecież czekać na koniec roku szkolnego. Napisała do nas mama 3-letniej Oli, która właśnie wróciła z wakacyjnego wyjazdu. Zauważyła coś, co ją mocno zaniepokoiło. Twierdzi, że ten trend wśród rodziców jest bardzo popularny.
Przez cały rok mamy do czynienia z innymi rodzicami, jesteśmy jednak do nich przyzwyczajeni. Niejako oswojeni z ich podejściem do wychowania, nawet jeśli mamy odmienne zdanie. To taka nasza mikrospołeczność, w której funkcjonujemy każdego dnia. Gdy wybieramy się na wakacje, otrzymujemy nieco szerszą perspektywę, która potrafi zaskoczyć, sprawić, że poczujemy się nieswojo, a czasem nawet przerazić. Jak pisze nasza czytelniczka, doznała olbrzymiego szoku, gdy zobaczyła, "co wyprawiają niektórzy rodzice".
Wystarczy pozwolić na samodzielność
"Zdaję sobie sprawę, że mam dość specyficzne podejście do wychowania. Moja córeczka odpieluchowała się w wieku 2 lat, smoka pożegnała także w tym czasie. Od roku nie używamy wózka. Trenujemy samodzielne chodzenie na długich dystansach i jazdę na rowerku. Świetnie rozumiem, że nie każdy musi mieć takie podejście, czas, cierpliwość i możliwości jak ja. Widzę także, że dzieci same garną się do podejmowania różnych prób, trzeba im dać tylko szansę trenować. Wielu rodziców nie ma na to jednak zwyczajnie ochoty.
Wiem, że dzieci bywają różne, ale to, co robicie, jest po prostu złe. Nie mówię o jednostkowych przypadkach, ale o całej pladze rodziców, którzy krzywdzą własne dzieci, nazywając to pięknie 'opiekuńczością'.
Wózek, tablet i... smok
Dzieci z tabletami przy posiłkach już prawie przestały mnie dziwić. Malec wlepiony w kreskówkę nawet sam nie je. Usta bezmyślnie się otwierają, gdy pojawia się kolejna łyżka. Pochłania żywność, jak mały indyk, dopóki bajka się nie skończy. Zero rodzinnej interakcji przy stole. W końcu mama i tata także gapią się w telefony. To bardzo smutny widok i absolutnie nie kupuję argumentu, że inaczej dziecko nic nie zje. Jak ma się nauczyć nowych smaków, posługiwania się sztućcami, zrozumieć, że jest syte? Czas przy stole może być przecież naprawdę przyjemny, zacieśniać więzi i tak wiele nauczyć (nie tylko małe dzieci).
Jednak w tym roku poziom wygodnictwa rodziców wszedł na wyższy level. W kurorcie, w którym byłam, większość dzieci, nawet takich 4-letnich (z pewnością starszych od mojej córeczki), jeździła w wózkach i praktycznie każde z nich miało w buzi smoka! Nie były to dzieci, które usnęły, o nie! Grzecznie ciumkały przyjaciela i rozglądały się, gdy rodzice byli zajęci swoimi sprawami.
Dziecko to nie rzecz
Uziemione i zatkane smoczkiem, zapatrzone w tablet, sprawiają mniej problemów? Co to za moda? Maluch ma prawo się buntować, grymasić, płakać i denerwować. To najwyższy czas nauczyć go, jak sobie radzić z emocjami, a nie podawać smoczek. Dziecko ma prawo wyrażać swoje zdanie i wybrzydzać przy posiłku, a także czasem nie mieć apetytu. To też czas, by biegało, bawiło się i poznawało świat, nawet jeśli czasem ucieknie lub zetrze sobie kolano.
Ja rozumiem, że urlop i chcecie odpocząć, ale na litość boską, jesteście rodzicami, a dziecko to nie przedmiot, który można wozić niczym ziemniaki w sklepowym koszyku.
Tracicie niepowtarzalną szansę na naukę samodzielności małymi krokami. Pewnego dnia, nagle, zostaną rzucone na głęboką wodę. Przecież w końcu przyjdzie dzień, że trzeba będzie odstawić wózek, zabrać smoka i zjeść posiłek bez bajki... i to dopiero będzie dramat".
