Dorota Zawadzka
Post Doroty Zwadzkiej poruszył setki internautów. fot. Jan Bielecki/East News

"Za mną nieprzespana i trudna noc. Pełna łez" – zaczęła emocjonujący wpis na Facebooku Dorota Zawadzka. Matki pod jej postem przyznały, że także bardzo przeżyły wiadomość o maltretowanym 8-latku z Częstochowy. Czytając newsy o tym biednym chłopcu, płakałam i ja.

REKLAMA

Był cały poparzony

Choć początkowo wieczór zapowiadał się całkiem przyjemnie, to przeglądając przed snem serwisy internetowe, Dorota Zawadzka trafiła na newsa o dramacie małego chłopca. Internet obiegła informacja o 8-latku, który z poparzeniami trafił do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka. Dziecko było w ciężkim stanie. Chłopiec miał mieć wiele złamań, poparzoną głowę, klatkę piersiową i kończyny. Matka chłopca oraz jej mąż usłyszeli już zarzuty, które aż ciężko się czyta:

"Dawidowi B. prokurator zarzucił, że 29 marca br. usiłował pozbawić życia swojego pasierba, polewając go wrzątkiem i umieszczając na rozgrzanym piecu węglowym. W ten sposób spowodował ciężkie obrażenia ciała – oparzenia głowy, klatki piersiowej i kończyn" – powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie Tomasz Ozimek.

Matka z kolei jest podejrzana o narażanie swego dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia, a także udzielanie pomocy mężowi w znęcaniu się nad chłopcem.

Olbrzymi szok i żal

Psycholożkę wiadomości o dziecku tak bardzo poruszyły, że nie była w stanie spać. Nie ukrywa także, że wylała tej nocy wiele łez.

"Zaczęło się miło. Nocny wygrany mecz Magdy Linette, tuż przed drugą jeszcze jeden rzut oka do serwisów, a tam tragedia małego chłopca, którego ojczym i kobieta, która go urodziła, bo przecież nie matka, z premedytacją i niewiarygodnym okrucieństwem niemal zabili. Odebrało mi oddech… wyobraziłam sobie to cierpienie, strach, ból i samotność małego chłopca. Ośmiolatek poparzony nieznaną toksyczną substancją, podpalany, pobity, połamany, wiele dni w cierpieniu i bez pomocy… Bestialstwo. Nie mogę się pozbierać. GDZIE były służby, rodzina, sąsiedzi? Nikt jak zawsze nic nie słyszał, nie widział. To niczyja sprawa. Straszliwe…" – napisała Zawadzka na swoim Facebooku.

Wielu internautów, zwłaszcza matek, przyznało, że ta noc także dla nich była trudna. Były łzy i brak zrozumienia dla całej sytuacji. Nie tylko dla okrucieństwa dwójki dorosłych ludzi, którzy zamiast troszczyć się o dziecko, nad nim się znęcali, ale także dla mechanizmów społecznych, które powinny chronić bezbronne dzieci. Czytając kolejne nagłówki, płakałam także i ja, nie mogąc uwierzyć w bestialstwo, jakiego doświadczyło to dziecko.

Internauci z olbrzymim rozżaleniem zwracali uwagę na fakt, że takich historii jest coraz więcej. Dzieci są katowane, a nikt nie widzi ich krzywdy tygodniami, miesiącami, a czasem nawet latami. Nikt nic nie słyszy i nie widzi, a pomoc dociera bardzo późno... czasem zbyt późno.

Czytaj także: