
Tak łatwo jest oceniać innych... Gdy widzimy kobietę, która krzyknęła na dziecko lub która szarpnęła je za ramię, szybko możemy wyciągnąć wniosek: to zła matka jest. Ale może czasami warto powstrzymać się z osądami? Przecież nie wiemy, co spowodowało taką, a nie inną reakcję danego człowieka. Ta historia daje wiele do myślenia.
Kiedyś w internecie była moda na pokazywanie, jak błędne wnioski można wyciągnąć na podstawie jednej zaobserwowanej chwili. Na przykład, niektórzy krytykowali ludzi krzywo parkujących samochody. Inni bronili ich, komentując w tej sposób: "Nie znasz całej historii – nie oceniaj". Okazywało się, że zanim dany kierowca stanął z linią między kołami, już inne samochody były krzywo zaparkowane. Albo wręcz chciał zrobić miejsce jeszcze komuś innemu.
"Szarpała pani dziecko, jak pani nie wstyd?"
Podobna historia przydarzyła się pewnej mamie, która wybrała się do hipermarketu ze swoją dwuletnią córką i niemowlęciem w nosidełku. Inna kobieta była do żywego oburzona, widząc, jak szarpie ona dziecko na parkingu, a następnie niesie je pod pachą, niczym deskę surfingową, do sklepu: "Jak może pani tak postępować z dzieckiem?! Widziałam, jak ją pani szarpała, wszyscy patrzą! Jak pani nie wstyd??".
Ta mama nie mogła nic sensownego odpowiedzieć tamtej kobiecie, bo i tak nie spotkałaby się ze zrozumieniem. Wyszła na "złą matkę" i tyle. Później jednak opisała zajście na swoim profilu społecznościowym. Okazuje się, że jej dwuletnia córka przeżywała właśnie okres buntu i wypróbowywała swoją niezależność na wszelkie sposoby. Wszystko chciała robić sama.
Ona zadbała o swoje dziecko
Gdy mama próbowała wziąć ją za rękę na parkingu, dziewczynka wyrywała się. W końcu dobiegła do ulicy, a matka ledwo ją dogoniła. W ostatniej chwili ją złapała – właśnie nadjeżdżało jakieś auto. Gdyby nie szybka reakcja kobiety, być może jej dziecko wpadłoby pod koła. W takiej chwili nikt nie myśli o delikatnym ujęciu małej rączki – trzeba działać szybko. Mama rzeczywiście szarpnęła córkę, ale było to uzasadnione.
Widząc, że mała dalej się wyrywa, nie było wyjścia. Mama po prostu wzięła ją pod pachę, bo mając z przodu nosidełko z niemowlakiem, po prostu inaczej się nie da. Wierzgające i krzyczące dziecko zaniosła do sklepu, gdzie było już bezpiecznie. I to jest cała historia. Gdyby tamta oceniająca kobieta ją znała, z pewnością nie oskarżyłaby młodej mamy o przemoc wobec dziecka.
Warto czasem ugryźć się w język
Nieraz bywa, że jesteśmy świadkami podobnych wydarzeń. Widzimy scenę, w której tata krzyczy na dziecko albo mama je szarpie. Więc jak, mamy nie reagować? Tak to zostawić? Cóż, każdy rodzic czasem się denerwuje, a każde dziecko potrafi „przeciągnąć strunę”. Też tak mamy. Bywa, że skrzyczymy własne dziecko, bo źle się zachowało, albo ponieważ jesteśmy zmęczone, i dobrze wiemy, że nie dzieje się mu z tego powodu żadna krzywda. Czyli, że lepiej przejść obojętnie obok czegoś, z czym się wewnętrznie nie zgadzamy?
Reaguj, ale nie oceniaj
A jeśli temu dziecku naprawdę dzieje się krzywda? Tego nigdy nie możemy być pewne. Wydaje mi się więc, że jeśli widzimy sytuację, w której ktoś – nawet na pierwszy rzut oka – krzywdzi dziecko, lepiej jednak reagować. Jeśli się okaże, że poniosła nas wyobraźnia, trudno, nic nam nie będzie, najwyżej wyjdziemy na przewrażliwione. Myślę, że kluczem jest nieocenianie.
Można przecież zareagować, wtrącić się w "nieswoją sprawę", ale zrobić to bez natychmiastowego oskarżania drugiej osoby (to może ją ranić). Ta kobieta z parkingu widziała matkę, która szarpała dziecko i stanęła w jego obronie. Jednak zamiast wołać "Jak pani nie wstyd?!", mogła podejść i zapytać, czy nie trzeba jakoś jej pomóc. Mogła bardziej zaangażować się w tę sytuację, a nie tylko z daleka, z bezpiecznej odległości, krzyczeć. Szybko zorientowałaby się wtedy, o co tak naprawdę chodzi.
źródło: parents.com
