dzieciece pytania
Dziecięce pytania potrafią zaskoczyć. fot. Pexels

Po wycieczce rodzice zazwyczaj spodziewają się emocjonujących opowieści o tym, co dziecko widziało i słyszało. Nie od dziś wiadomo, że taka forma edukacji, jest bardzo ciekawa i zarówno maluchy, jak i starsze dzieci w ten sposób zapamiętują najwięcej. Po jednej z takich wypraw, spodziewałam się chyba wiele, ale z pewnością nie takiego pytania.

REKLAMA

Mamo, a dlaczego?

Gdy my byliśmy dziećmi, mam wrażenie, że świat był znacznie prostszy, a my znacznie mniej świadomi, jak działa świat. Np. jako maluchy, wychowane w kulcie "zjedz mięsko, zostaw warzywka", nie zastanawialiśmy się, z czego jest kotlet, który wylądował na talerzu i czy rzeczywiście jest ona nam tak bardzo potrzebny, by być zdrowym.

Natomiast pamiętam jak dziś, gdy moja 4-letnia córka załapała, że ta kaczka na talerzu, to ta słodka kaczuszka z książeczek o życiu na wsi. Potem tak było z rybą i innymi mięsnymi daniami. No cóż, my akurat jesteśmy mięsożercami, nie da się ukryć. Na tamtym etapie zaczęłam się nawet zastanawiać, czy tak małe dziecko, może świadomie zostać wegetarianinem, bo absolutnie miałam wrażenie, że to w tym kierunku zmierza. Jakby odmówiła jedzenia mięsa, nie miałabym z tym problemu.

Podejrzewam, że dzieci mieszkające na wsi jednak mają większą świadomość. Dla mieszczuchów: no cóż, mięso bierze się z supermarketu, a odkrycie "prawdy" może być szokujące, bo nasze dzieci jakoś bardziej się przejmują, analizują i wyciągają wnioski. Małe mądrale. I tak właśnie któregoś dnia, po jednej z edukacyjnych wycieczek, dziecko zastrzeliło mnie jednym pytaniem.

Ale jak to?

Była to przyrodnicza wycieczka, dzieci rozmawiały o lesie i zwierzętach, ale także o kłusownictwie. Które bardzo zaintrygowało moje dziecko. Padło pytanie, po co ludzie to robią. Więc odpowiedziałam, że jedni dla sportu, traktują to, jak zabawę i zdobywanie trofeów, ale i są tacy, którym, np. podobają się futra.

"To mój dziadek morduje zwierzęta?" - usłyszałam i zmarłam. Mój tata z wykształcenia jest kuśnierzem. Gdy byłam dzieckiem, szył kożuchy, futra i skórzane kurtki oraz płaszcze. Przed erą ortalionu i cosezonowej wymiany zimowych kreacji do taty ustawiały się kolejki stałych klientek, które przychodziły ze starymi futrami, które tata reperował lub przerabiał. Córka wiedział,a czym kiedyś zajmował się jej dziadek, ale nigdy wcześniej nie łączyła damskiego futra z lisa z tym liskiem z lasu. Oczywiście mój tata nigdy nie zabił żadnego ze zwierząt, z których futer potem szył okrycia  wierzchnie. Czasy były inne. Na tamten moment było to najbardziej ekonomiczne rozwiązanie, a kożuchy potrafiły przechodzić z pokolenia na pokolenie, skórzane ubrania zmieniały formę, by stać się czymś zupełnie innym. A potem nastały czasy dobrobytu i konsumpcji ponad miarę. Kupowania i marnowania ubrań.

Mamy trudniej

Pomyślałam sobie, że fajnie, że uczy się dzieci pewnych rzeczy i tak szeroko pokazuje świat, jednak jednocześnie chyba czasem się zapomina, że dzieci mają różną wiedzę i pochodzą z różnych środowisk. To wywołuje wiele wątpliwości i pytań, których my nie mieliśmy.

Nasze dzieci są ciekawsze świata i bardziej dociekliwe niż my byliśmy, dlatego przed nami, rodzicami, niemało wyzwań, by wytłumaczyć im ten skomplikowany świat (którego czasem sami nie rozumiemy). Dziecięce pytania potrafią mocno zaskoczyć, ale nie powinny zostać bez odpowiedzi. Ja pamiętam, że moja mama wiedziała wszystko... Ja nie wiem, czasem odpowiedź muszę sprawdzić w jakimś mądrym źródle...

Czytaj także: