dziecko w restauracji
Nasze dzieci potrzebują się czuć ważne, dorosłe i zauważone. fot. unsplash/123rf

Nasza czytelniczka była świadkiem nietypowej sytuacji. Myślała, że zakończy się to awanturą, a nawet może i zwolnieniem kelnera, jednak matka najwyraźniej zrozumiała swój błąd. To cenna lekcja, z której naukę powinien wynieść każdy z nas.

REKLAMA

Dzieci i ryby głosu nie mają?

"Zawsze wydawało mi się, że rodzinne wyjście do restauracji to takie małe święto. Taki dzień dziecka. Rodzic robi to, by miło spędzić czas, ale i sprawić przyjemność swoim pociechom. To okazja, by dziecko poczuło się doroślej, zamawiając posiłek, ale i lekcja, jak się zachować w knajpie. Fajna sprawa. Jednak ostatnio byłam świadkiem sytuacji, która mocno mną wstrząsnęła.

Od momentu wejścia do knajpy mama ignorowała dziecko, jakby do restauracji przyszła zupełnie sama. Dziewczynka grzecznie oglądała kartę dań, podczas gdy mama na zmianę zerkała to na telefon, to na menu. Dziewczynka po zapoznaniu się z karta dań poprosiła o frytki. Mama nawet nie zareagowała...

Jej głos też się liczy

Gdy pojawił się kelner, kobieta zamówiła dania, nawet nie podnosząc głowy znad karty dań. Nagle mężczyzna, który je obsługiwał, zwrócił się do dziecka: 'A ty, młoda damo, co zamawiasz?'. Zszokowana kobieta spojrzała na kelnera i z oburzeniem rzuciła, że przecież już zamówiła. Jednak ten, wyraźnie ją ignorując, czekał na odpowiedź dziewczynki. Nieco speszona spojrzała na mamę, a potem ponownie na kelnera i niepewnie powiedziała: 'Chciałabym frytki'. Nie mówię o histerii, rozpaczy czy wymuszaniu, dziecko wyraźnie miało ochotę zamówić frytki i bardzo grzecznie o nie poprosiło.

Mężczyzna zanotował i zaczął dopytywać, czy życzy sobie ketchup do frytek, na jaki napój ma ochotę i czy podać słomkę. Rozmowa nie była infantylna. Dziewczynka została przez kelnera potraktowana jak każdy inny dorosły gość. A wybór soku wyglądał niemal jak profesjonalna rozmowa z sommelierem.

Byłam przekonana, że cała sytuacja skończy się u managera. Ba! Że wściekła kobieta zażąda zwolnienia niekompetentnego pracownika. W końcu kelner dosłownie olał zamówienie matki i pozwolił dziecku zamówić to, co chciało. Każdy powie, że przecież to rodzic decyduje zarówno o tym, co dziecko ma jeść, jak i o tym, za co będzie płacić. Jednak złość i oburzenie wymalowane na twarzy kobiety zaczęły znikać, gdy ta zauważyła, jak bardzo promienieje jej dziecko. Początkowo niepewne, pod koniec rozmowy wyprostowane z wysoko podniesioną głową (chyba nawet wyższe o kilaka centymetrów), z dumą rzekło: 'Mamusiu, widzisz, jaka jestem dorosła i ważna'.

Ja tu jestem!

Dziewczynka z taką radością jadła frytki, jakby to był najlepszy rarytas na świecie, ale przecież tu nie o frytki chodziło. Absolutnie nie ma znaczenia, czy ktoś uważa, że coś jest zdrowe czy też nie, ale o to, jak odnosimy się do naszych dzieci. Jak często kilkulatki są przez rodziców traktowane przedmiotowo, jakby nie miały nic do powiedzenia lub jakby ich zupełnie nie było.

Wystarczy się zastanowić, jakby wyglądałaby ta cała sytuacja, gdyby mama sama zapytała dziecko, na co ma ochotę lub chociaż weszła w dialog, że wolałaby, by dziecko zjadło coś zdrowszego. Nasze dzieci, choć czasem małe, także mają swoje zdanie, można z nimi naprawdę fajnie porozmawiać. A traktując je poważnie, aż się zdziwić, jak bardzo są mądre i dojrzałe. Szkoda, że czasem muszą to uświadamiać nam zupełnie obcy ludzie".

Czytaj także: