
"Ten rok szkolny to już kolejny stracony. Syn jest w 7 klasie, po dwóch latach pandemii, a wcześniej jeszcze strajku nauczycieli. Widzę, że ma ogromne braki w wiedzy, stopni w dzienniku jak na lekarstwo, a lekcje ciągle odwołane" - zaczyna swój list Beata. Kobieta jest zaniepokojona wielkim rozluźnieniem, które nastąpiło w szkole jej syna.
Lekcje odwołane
Beata napisała do nas z pytaniem, czy we wszystkich szkołach sytuacja tak wygląda, bo uznała, że może przesadza i martwi się bez powodu. Jednak liczba wolnych dni, które czekają w tym semestrze jej syna, rzeczywiście wygląda imponująco. Zwłaszcza że 7-klasista ma niewiele stopni w dzienniku, a wystawienie ocen końcoworocznych za pasem.
"Karol opuścił w całym roku raptem kilka dni, miał kwarantannę, kiedy złapałam koronawirusa, poza tym chodził do szkoły zawsze, kiedy była otwarta. Jednak o ile w pierwszym semestrze ocen było ze wszystkich przedmiotów sporo, tak w tym nie ma ich prawie wcale" - pisze zaniepokojona mama.
"Z matematyki mieli jeden sprawdzian, który, delikatnie mówiąc, mu nie poszedł. Dostał trójkę, pierwszą w życiu, bo Karol bardzo dobrze się uczy. Sama mówiłam mu, żeby się nie przejmował, bo to było jeszcze w lutym, na semestr miał piątkę i wydawało się, że czasu jest dość, bo oceny będą pojawiać się w dzienniku regularnie, jednak okazuje się, że się myliłam" - czytamy w liście.
Beata wspomina, że nauczycielka syna sporo czasu spędziła na zwolnieniu, a zastępujący ją pedagodzy nie chcieli stawiać stopni. "Kiedy wróciła, premier odgwizdał koniec pandemii i zaczął się sezon na wycieczki. Święta majówka, raz klasa Karola na wycieczce, raz matematyczka ze swoją. Czas płynie, ocen nie ma, a na horyzoncie jeszcze więcej wolnego" - skarży się Beata.
Drugi semestr zawsze krótszy
W drugim semestrze w szkołach zawsze jest więcej wycieczek, ciepłe dni zachęcają do wyjazdów na zielone szkoły czy po prostu spacery po parku, choćby na lekcjach biologii. Do tego dochodzą święta wielkanocne, majówka, Boże Ciało, po którym piątek w szkołach też zwykle jest wolny.
Akademia na Dzień Matki, festyn wiosenny i ten na Dzień Dziecka, a do tego jeszcze święto szkoły i egzaminy 8 klas, które w znacznej większości szkół dla pozostałych uczniów oznaczają trzy wolne dni.
"Dołóżcie do tego jeszcze rekolekcje i nagle mamy 17 dni bez lekcji, plus dwie wycieczki jednodniowe i jedną trzydniową, łącznie lekką ręką odpada nam miesiąc nauki. A ocen brak. Syn planuje iść do bardzo dobrego liceum, a tam trzeba przedstawić świadectwa ukończenia 7 i 8 klasy. Z tróją z matematyki na koniec roku może pożegnać się z wymarzoną szkołą" - złości się Beata.
Warto zaznaczyć, że z jednego stopnia nauczyciel oceny końcoworocznej wystawić nie może. Zgodnie z przepisami, stopni w semestrze z każdego przedmiotu powinno być ich co najmniej trzy. Dopiero na ich podstawie, a także uwzględniając ocenę semestralną, nauczyciel może wystawić ocenę końcoworoczną. Należy się więc spodziewać, że Karol dostanie kolejne, jeśli nie z klasówek i kartkówek, to przynajmniej za aktywność na lekcji czy odpowiedzi przy tablicy.
Zawsze warto rozmawiać
Skoro syn Beaty trójkę z matematyki traktuje jako wpadkę, która przecież może zdarzyć się każdemu, to warto, żeby zaniepokojona mama wybrała się do szkoły i porozmawiała z nauczycielką. Karol może się też zgłosić do odpowiedzi, czy sam zapytać nauczycielkę, jak może zapewnić sobie satysfakcjonujący stopień na świadectwie, skoro posiada wystarczającą wiedzę.
Jednak pamiętajmy, że nie samymi stopniami żyje uczeń. Tu najważniejszym problemem jest to, iż dzieci miały bardzo mało lekcji matematyki, a w ósmej klasie zmierzą się z nowym, trudniejszym materiałem. Jeśli tak, jak pisze Beata, klasa ma poważne zaległości, to wspólnie z innymi rodzicami warto zgłosić sprawę do wychowawcy i znaleźć rozwiązanie problemu.
Może teraz, a może we wrześniu, klasa mogłaby liczyć na dodatkowe lekcje, które pozwolą im nadrobić zaległości. Niestety nie jest to jedyna szkoła, gdzie zastępstwo za nauczyciela oznacza zupełnie inny przedmiot. Docierały do nas głosy, że polonistka choruje, więc zamiast lekcji języka ojczystego niektóre klasy ciągle mają plastykę lub WF...
- U nas to jest nie do pomyślenia, jeśli wchodzę do jakiejś klasy na matematykę, to prowadzę matematykę. Na poziomie podstawowym jestem w stanie zastąpić każdego przedmiotowca. Zwłaszcza że u nas w szkole jest tradycja, że nauczyciel, którego nie ma, przygotowuje konspekty czy scenariusze zajęć i przekazuje je komuś, kto go zastępuje - mówi Anna, nauczycielka języka niemieckiego z jednej z płockich podstawówek.
Może warto podsunąć dyrekcji takie rozwiązanie. Zarówno język polski, jak i WF, matematyka czy plastyka są potrzebne i zastępowanie ich innym przedmiotem, bo pani jest na wycieczce, jest delikatnie mówiąc - nierozsądne.