
Sprzątaczka tak, burmistrzyni nie?
Po feministycznej fali euforii dotyczącej tego, że słowo prezydentka wreszcie zacznie wybrzmiewać, czas na kubeł zimnej wody. Bo zmiany wprowadzone w nazwach urzędów są tylko symboliczne.Może cię zainteresować także: Panowie, przestańcie się mazać. Problemem nie są żeńskie końcówki, lecz faszystowski język posła PiS
Kobiety przebrane za mężczyzn
Wiem, że frazes "język kształtuje rzeczywistość" jest tak wyświechtany, że brzmi jak hasło z plakatu, który wisiał w sali od polskiego, bo polonistka chciała jakiś ładny cytat do swojej klasy.Jaś chce być strażakiem, a Zosia gospodynią
Nie sądzę naiwnie, że jeśli dziś zaczniemy używać żeńskich form, od jutra przybędzie górniczek i kierowczyń rajdowych. Bo przecież nie chodzi o to, by feminatywami coś komuś narzucić, a by dopiero otworzyć drzwi, które sztucznie sobie zamykamy.Może cię zainteresować także: Oto czego nasze dzieci uczą się w podstawówce. Tak wygląda "minitrening z seksizmu"
Pilotka to taka czapka, a na chirurżce można połamać język
Załóżmy, że wujek z wąsem i twój kolega-językoznawca zdają sobie sprawę, z tego, że używanie feminatywów sprawia, że oddajemy głos kobietom. Jednak głos kobiet głosem kobiet, co z zasadami językowymi? Pojawia się także argument ad humorum. Bo wiecie pilotka to taka czapka, a przecież nie kobieta pilotująca samolot, a psycholożka to nawet brzmi śmiesznie!Problem w języku czy problem w myśleniu?
Wyśmiewamy słowo prezydentka czy to, że śmiesznym pomysłem jest, by kobieta była głową państwa? Trudno wypowiedzieć nam słowo chirurżka, czy przyjąć do wiadomości, że kobiety są specjalistkami w dziedzinach, które kiedyś były dla nich niedostępne?Może cię zainteresować także: Przodkini, reformatorka, twórczyni. Żeńskie nazwy doczekały się własnego słownika