Usypianie na ogół nie należy do najbardziej ulubionych czynności
Usypianie na ogół nie należy do najbardziej ulubionych czynności https://www.facebook.com/Magdalena-Bocko-Mysiorska-blog-441696222896447/

Nie bierz na ręce, bo się przyzwyczai. Nie bądź na każde zawołanie, bo się nauczy i nie będziesz mieć życia. Popłacze, popłacze i w końcu zaśnie, nie zrywaj się tak, dopij tę kawę w spokoju. Przestań go tak kołysać, bo ci ręka przez następnych kilka lat zdąży odpaść! Znane? Na pewno. Lubiane? Oby nie! Historia, którą opisała blogerka Magdalena Boćko-Mysiorska dobitnie uświadomi wam dlaczego.

REKLAMA

Jak uśpić dziecko? Jej mąż usypiał malucha na hotelowym korytarzu – przez 20 minut nosił, śpiewał, kołysał. W międzyczasie podeszła do niego starsza pani.

"– Ale pan długo nosi. A synek chyba nie chce usnąć? – zapytała. – Potrzebuje trochę czasu.

– Oj, jak będzie pan tak nosił, to się przyzwyczai. – Tak pani myśli?

– No tak. Bo to później na każdy płacz trzeba będzie reagować i nosić. – I to nie za dobrze? – pyta łagodnie mój mąż.

– No nie. Później dziecko duże, a trzeba nosić. – A o jakim dużym pani mówi?

– No trzy, cztery lata. – Rozumiem.

– Nas to inaczej wychowywali. Leżeliśmy sami w łóżeczkach i się płakało tak długo, aż się człowiek zmęczył i zasnął. – Pamięta to pani?

– Tak. Od pewnego momentu. – To było chyba mało przyjemne?

– Kto by pamiętał. – Rozumiem.

– Ale mama rzadko mnie przytulała. Ojciec to prawie w ogóle. Do dziś gardło mi ściska na myśl o wspomnieniach. – Przykro mi.

– Ach. Dziś człowiek już stary... – Może lepiej i nosić, bo to żal na całe życie zostaje.

– Może lepiej tak."

Nie kiedyś tam, tylko teraz – I zasnęło maleństwo. Wtulone i ukojone. W poczuciu miłości, bliskości i bezpieczeństwa. Te potrzeby mają być usłyszane, zauważone i zaspokojone. Nie "kiedyś tam", tylko teraz, gdy w relacji z nami rozwija się mózg dziecka, jego poczucie własnej wartości i zaufanie. Kiedy buduje się więź i zapisują ważne wspomnienia. Na mniej lub bardziej świadomym poziomie – na całe życie – napisała pani Magdalena, z wykształcenia pedagożka i psychopedagożka.

Czy to wymaga komentarza? Nam słowa starszej pani zapadną w pamięci na długo.

Poczucie bezpieczeństwa i zaufanie do rodzica jest na niemowlęcym etapie kluczowe dla rozwoju człowieka i jego umiejętności radzenia sobie z emocjami w przyszłości. Dla dzieci płacz jest jedynym sposobem na sygnalizowanie potrzeb, a poprzez stosowanie metody "wypłakania" nauczą się, że sygnalizowanie potrzeb nie ma sensu, skoro rodzice i tak nie reagują. Przeczytajcie o wyuczonej bezradności, dotykającej już 8-tygodniowe niemowlęta, które przestają płakać nie dlatego, że "przyzwyczaiły się" do samotnego zasypiania. Po prostu straciły nadzieję.

W mózgu płaczącego dziecka wytwarza się też kortyzol, hormon stresu. Jego stężenie jest na tyle wysokie, że może uszkodzić kluczowe struktury mózgu. Nie róbcie więc tego tym, o których mówicie, że kochacie najbardziej na świecie.