
– Czy lubi pani seks? – spytał na wstępie Roman Praszyński młodą aktorkę podczas wywiadu promującego film "365 dni". Mogło być gorzej? Było. Na tyle źle, że sprawa poniżającej rozmowy dziennikarza "Vivy!" odbiła się w środę echem szerszym od Amazonki. Kry popękały, rzeka wylała i coraz to kolejne polskie artystki zaczynają głośno mówić o tym, jak przez lata bywały traktowane przez dziennikarzy.
Niechlubnej rozmowy z Anną Marią Sieklucką nie znajdziecie już w sieci, dziennikarz po chajzerowsku "przeprosił urażonych", gazeta usunęła rozmowę ze strony. Tu jednak przeczytacie 8 najgorszych pytań, które w niej padły.
O podobnych doświadczeniach – m.in. z tym samym człowiekiem – opowiedziała Paulina Młynarska.
Też byłam kiedyś aktorką i zagrałam w erotycznym filmie, co w głowach wielu znaczyło tyle, że właściwie jestem dziwką. A dziwki nie można zranić, ani postawić w niezręcznej sytuacji wypytując o seks. Tak jak nie można zgwałcić prostytutki, hłe, hłe
Oczekuje się ode mnie, że się wytłumaczę z mojego życia seksualnego. Że opowiem na łamach, jak je sobie organizuję. Kiedy stawiam granicę, próbuje się ją forsować frazeologicznym wytrychem, który zamyka się w zdaniu: "Jak sobie radzisz z potrzebą bliskości?”. To już lepiej zapytać wprost: "Jesteś oziębła, czy rozwiązła?". Swoją drogą, ciekawa jestem, czy gdybym miała 80 lat, albo gdybym była poważnie oszpecona też pytano by mnie o te rzeczy? Stawiam dobre wino, że jednak nie.
Na marginesie R.P. kiedyś też ze mną przeprowadzał wywiad i doprowadził mnie do płaczu, tylko że wtedy naczelna zainterweniowała
Drążył kwestie mojego doświadczenia seksualnego, tego, czego się w sferze seksualnej nauczyłam – bardzo interesowały go szczegóły, dopytywał jakich nowych rzeczy – czy tego, jakie są moje granice w BDSM(...) Jakby pytań było mało, Pan Dziennikarz w pewnym momencie – patrząc mi w dekolt – powiedział, że "patrzy mi na serce". Jeśli bezczelne gapienie się na piersi i dawanie do zrozumienia "gapię się bo można, co mi zrobisz" nie jest przegięciem, to nie wiem co jest.
Iskra już była, czas na równy płomień. Zaczął się od instagramowego posta aktywistki Mai Staśko, która stworzyła symboliczną "Dziennikarską Tablicę Seksistów".
Do jej rosnącej popularności przyczyniła się – błyskawicznie opublikowawszy ją na Instagramie, który śledzi 128 tys. osób – Karolina Korwin-Piotrowska. Złośliwi mogliby uznać z satysfakcją, że obróciło się to przeciwko niej, bo pod Dziennikarską Tablicą Seksistów to właśnie jej nazwisko pojawia się teraz najczęściej.
Finalnie jej nazwisko rzeczywiście wylądowało na liście. To udowadnia sceptykom (najczęściej, o dziwo, mężczyznom), że nie ma równych i równiejszych, że seksistowskie komentarze nie są wygłaszane tylko przez mężczyzn ani tylko w stosunku do kobiet.
Może cię zainteresować także: Zmiotki i gąbki dla uczennic. Komunikat, że ich powołaniem jest sprzątanie, dostały gratis
