
Przecież celem głównym, nadrzędnym, nie jest zdobycie tytułu najlepszego rodzica stulecia, lecz posiadanie szczęśliwych i zdrowych dzieci! Nikt z nas nie jest jednak doskonały, dajmy więc sobie czasem trochę luzu i nauczmy się weryfikować nasze przekonania. Prawdziwe życie jeszcze nie raz nas zaskoczy i warto się na takie sytuacje otworzyć – pisze Agnieszka Dydycz w cyklu swoich felietonów specjalnie dla Mamadu.pl.
Zapraszamy do świata lekcji spisanych specjalnie dla MamaDu przez Agnieszkę Dydycz – trenerkę motywacyjną, mentora oraz autorkę książek dla dorosłych i dla dzieci. Jej opowieść dla dzieci "O Wojtku z planety Uran" została napisana razem z synkiem. Mówi, o tym, co dla dzieci jest najważniejsze: o trosce, akceptacji, życzliwości i magii przytulania. Dzieci ją uwielbiają, z kolei nam dorosłym, historia ta przypomina o tym, o czym łatwo zapominamy, a o czym warto pamiętać. W każdym wieku.
Agnieszka opowiada o tym także w swoich książkach dla dorosłych. "Z pamiętnika masażysty", "Człowiek zawsze kicha dwa razy", "Marzenia z terminem ważności" oraz "Dzisiaj należy do mnie", które są o ludziach takich jak my, czasem odważnych, a czasem mniej. Inspirują, dają nadzieję, a przede wszystkim pokazują, że największa siła i moc jest w nas samych. Przekonują, że warto jest szukać swojego miejsca na ziemi i zmieniać swoje życie na lepsze. Bo warto jest marzyć, lecz dobrze też czasem się odważyć!
Lekcja nr 1, czyli na początku jest nadzieja…
Gdy zostajemy rodzicami, postanawiamy, że będziemy rodzicami idealnymi. Będziemy robić tylko to, co należy i nigdy nie powtórzymy błędów wychowawczych naszych rodziców. O nie, my będziemy lepsi, u nas wszystko będzie idealne i wzorowe. Co prawda, przyjaciele z dłuższym stażem rodzicielskim próbują nas przekonać, że wkrótce zmienimy swoje poglądy na wychowanie, lecz wzruszamy jedynie ramionami.
– Synu, masz jedenaście lat, twardy musisz być!
Jednak Antoni był odmiennego zdania.
– Ja jestem twardy, ale każdy ma swoje ograniczenia – stwierdził z mocą, dorzucają
wymowne spojrzenie.
chcemy ją przekroczyć, także jako rodzice.
– Średnio – odpowiedział mu szczerze mój syn.
– Dlaczego? – równie szczerze zdziwił się pan nauczyciel.
– Dlatego, że stawia pan złe oceny – padł konkret.
– Oceniam surowo, żeby was w ten sposób zmotywować do pilniejszej nauki!
– Ale na mnie taka zła motywacja nie działa. Na mnie działa tylko dobra motywacja –
wyjaśnił spokojnie Antoni. I wiecie, jaki był finał tej rozmowy? Pan obiecał, że się poprawi! Słowa najwyraźniej dotrzymał, bo mój syn ma teraz o wiele lepsze oceny z jego przedmiotu.
skarpet z reniferami. Jednak, żeby skutecznie przekonywać, należy użyć właściwych argumentów.