Odczepcie się od Pani Ekscelencji! Blogerka wystawiona na kobiecy lincz

Panią Ekscelencję obserwuje 190 tys. osób
Panią Ekscelencję obserwuje 190 tys. osób Instagram.com
Znana blogerka – Pani Ekscelencja – wzięła udział w ciałopozytywnym teledysku do międzynarodowej kampanii marki bieliźnianej Sloggi. Razem z nią w klipie "Granny Got Pants" znalazły się kobiety o różnych typach urody i sylwetki. Niewyretuszowane, gangsterskie i w wygodnych majtkach. Każda z nich znalazłaby sobie ciuchy w H&M, nie było tam sylwetkowych skrajności, włosów pod pachami, łuszczycy ani blizn. Była przeciętność, sklepowa – acz niewyśrubowana – norma.


Tak zwana zagranica szaleje. Z międzynarodowych klawiatur ludzi korzystających z youtube'owych rozrywek wyciekają ochy, wykrzykniki, serca i rekomendacje w stylu "jedyna reklama, której nie pomijam". Z klawiatur identyfikujących się z ciałopozytywnością Polek spłynęło jedynie oburzenie.
Jak się chce, to znajdzie się powód. Tym razem powodem były wyszperane przez nie stare zdjęcia wyjątkowo wówczas szczupłej Pani Ekscelencji, pod którymi narzekała, że ważąc 60 kilogramów, "wyglądała jak świnka". Jak więc teraz śmie występować w takiej kampanii? Co jej ówczesne wyznanie ma wspólnego z ciałopozytywnością (czyli w skrócie największym: akceptacją i miłością do swojego ciała niezależnie od jego kształtu i rozmiaru)?

Błąd świnki?
To chyba jasne, że "świnkowe" wyznanie było świadectwem problemu. Pani Ekscelencja w tamtym czasie brzydziła się niepotrzebnymi w jej mniemaniu kilogramami, a kiedy je zrzuciła, z żenadą wspominała miniony okres "otyłości". Chyba każda z nas przeżyła to chociaż raz; kiedy waga z naszej naturalnej niebezpiecznie przechyliła się w stronę tej, której byśmy sobie zażyczyły. Tak zostałyśmy zaprogramowane przez popkulturę i krytyczne uwagi mam.

I tutaj wkracza ciałopozytywność, która w zamierzeniu miała przecież dotrzeć do osób, które mają kompleksy i zmienić ich postrzeganie siebie. Tym, które niezależnie od wagi akceptują się w pełni, cały ten nurt nie jest potrzebny. One już noszą go w sobie.


O takie zmiany przedstawicielki tego nurtu walczyły. O to, żeby źródła kompleksów przestały nimi być. O zdrowie, dbałość o siebie, ale bez popadania w skrajności i katorżnicze diety. Bo kompleksy mają też dziewczyny, które "mieszczą się w normie". Nie są zarezerwowane dla tych, które od normy ewidentnie odstają.

Jeśli więc Pani Ekscelencja – jak sama twierdzi – zachowuje dziś eating-worrying-life balance, akceptuje swoje wady i w dodatku nawołuje do tego 200 tys. swoich followersów i wszystkich odbiorców klipu "Granny Got Pants", to... robi dobrą robotę. Sama – pewnie za pomocą trendów i mediów społecznościowych – musiała dojść do miejsca, w którym jest teraz. Nie urodziła się z tym.

"Wyniszczone anorektyczki"
Popełniła jeden błąd, kiedy wytknięto jej, że w kampanii występują dziewczyny mieszczące się w normie. – No tak, bo ty najchętniej w spocie widziałabyś wyniszczoną anorektyczkę lub chorobliwie otyłą osobę – odpisała internautce.
Sposób wypowiadania się o osobach bardzo szczupłych ("wyniszczona anorektyczka") lub nieco grubszych ("chorobliwie") pozostawia wiele do życzenia. To tylko znak, że nurt bodypositive nie jest dla niej w pełni zrozumiały, że wciąż operuje raniącymi schematami myślowymi.

Jednym słowem nurt ciałopozytywności dalej potrzebny jest "jak chleb powszedni". Dalej wiele z nas – nieświadomie – popełnia błędy. Ale takim osobom trzeba je uświadamiać, nie rzucać w nie kamieniami. Bo to jest właśnie to, co nazwać możemy ciałonegatywnością.
Napisz do autorki: katarzyna.chudzik@mamadu.pl
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Wyprawka dla noworodka - co kupić dla dziecka? Pełna lista
0 0Masz w domu niemowlę? Uważaj na leżaczki – miały być wybawieniem, a mogą szkodzić