"Majteczki mu prześwitują". Sytuacja z parku to przykład, jak pogrzebać pewność siebie u dziecka

Czy dzieci powinny się kąpać w miejskich jeziorkach?
Czy dzieci powinny się kąpać w miejskich jeziorkach? Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta
Niedzielne popołudnie, a jakże, upalne. Jeden z większych warszawskich parków. W centrum sztuczne jeziorko, w jeziorku kilka osób. Dorośli i dzieci. Wokół amatorzy piwka na ławkach, grupki młodych ludzi, rodziny, fani aktywności na świeżym powietrzu. I on. Chłopiec w białych majtkach.


Dzieci się nie wstydzą?
Wstyd to emocja, którą stosunkowo łatwo zaobserwować. Nasze policzki stają się różowe, ciało się kuli. Zwykło się sądzić, że dzieci rzadziej się wstydzą – są szczere, naturalne, mówią to, co my, dorośli, nie tyle wolimy przemilczeć, co wiemy, że tego wymaga umowa społeczna. One walą prosto z mostu. Bezkompromisowość młodego umysłu jest godna pozazdroszczenia, jednak czy to powód, by wystawiać go na największą próbę – a dokładnie na pośmiewisko?


Podczas niedzielnego spaceru zajęta rozmową z koleżanką i zerkająca niespokojnie, w którym kierunku pognał mój pies, dostrzegłam specyficzną reakcję ludzi wokół. Nazwałabym to: "Oho, coś się dzieje, idzie ktoś ciekawy". Szłyśmy wzdłuż sztucznego jeziorka na Polu Mokotowskim, z lewej strony mając rząd zajętych ławek. Nie trudno było zatem dostrzec, że każdy, a to dyskretnie zerka na osoby, które idą przed nami, a to porozumiewawczo patrzy na towarzysza, kiwając lub wskazując głową, by też spojrzał, a to zwyczajnie parska śmiechem. Spojrzałyśmy zatem i my.


Chłopiec w mokrych majtkach
Przed nami szedł tata z chłopcem. Dorosły mężczyzna ubrany był tak, jak ubierają się ludzie latem. Koszulka z krótkim rękawem, spodnie za kolano, sandał. Obok niego delikatnie kuśtykał chłopiec. Na oko mógł mieć 8-9 lat. Był właściwie nagi. Jedyną częścią garderoby były białe bawełniane majtki, "wciśnięte w pupę" w taki sposób, że miał nagie pośladki. Bielizna z racji niedostosowania do kąpieli, a ewidentnie w tę niedzielne popołudnie służąca jako kąpielówki, stała się prześwitująca.


Chłopiec miał nadwagę. Szedł ze spuszczoną głową, nie rozglądał się. Zdawało się, że nie czuje się komfortowo w tej sytuacji. Nie dziwię się, bo o ile mógł czuć się w miarę bezpiecznie w miejscu, w którym wszedł do wody, to paradowanie przez cały park to już inna kwestia, na którą mógł być niegotowy. Nie miał przy sobie ubrania lub ręcznika.

W ramach dygresji wtrącę jedynie, że kąpanie się w fontannach miejskich, czy właśnie w jeziorku na Polu Mokotowskim naprawdę nie jest dobrym pomysłem. Rozumiem, że gorąco, że woda fajna i chłodna, wystarczy jednak obejść stawik, by zobaczyć przy "źródle", jakie glony i śmieci w nim pływają. Wraz ze znajomymi mamy zastrzeżenia, by wpuszczać tam psy (po kilkutygodniowych kuracjach antybiotykami, którymi skończyła się jednorazowa kąpiel, wolimy ograniczać im tę rozrywkę), a co dopiero dzieci…

Ale wracając. Widok nieporadnego praktycznie półnagiego chłopca spowodował we mnie i koleżance przypływ żałości, ale i współczucia. Nie było to maleńkie dziecko, "któremu się wybacza" pulchne rączki i rozkoszne fałdki. Chyba wszyscy zgodzimy się, że reakcja na zaokrąglonego 3-latka w majtach jest zgoła odmienna niż na 8-9-letniego chłopca, który wie i rozumie więcej. I – co więcej – świadomie dekoduje i funkcjonuje w niejednokrotnie bezlitosnych systemach społecznych.

Wygląd się nie liczy?
Tym bardziej współcześnie, gdzie dla dzieci w tym wieku media społecznościowe nie są jakąś wielką tajemnicą, nawet pomimo tego, że teoretycznie nie mogą zakładać tam kont. Od wczesnego dzieciństwa karmione są reklamową papką, ciałami idealnymi, smukłymi i wyrzeźbionymi. Nie oszukujmy się, przekaz ciałopozytywny pomimo tego, że coraz silniejszy i popularniejszy (a na pewno bardziej wartościowy), nadal pozostaje w tyle. Nadal włos, rozstęp czy fałdka chowają się w cieniu instagramowych filtrów i idealnie wystylizowanych/poprawionych/wyćwiczonych męskich i kobiecych ciał. Nadal wielu z nas pozwala sobie niewybredne, tłumaczone troską komentarze i żarciki.

Zaledwie kilka dni temu skrytykowano Ewę Chodakowską, która na swoim kanale oburzała się na rodzinę jedzącą na stacji benzynowej hot-dogi i mężczyznę, który kupował zupki chińskie. Oj, oj, powiedzmy to wprost – żyjemy w kraju, gdzie każdy martwi się i troszczy o każdego, ale nie wtedy i nie w taki sposób jak trzeba. Dlatego wygląd chłopca zwrócił uwagę odpoczywających w parku, ale nie na zasadzie "faktycznie naszym problemem społecznym jest kwestia zdrowego odżywania i edukowania w tym zakresie", a raczej "ojej, ale śmieszny grubasek".

Dorosła osoba ma inne zaplecze emocjonalne, by poradzić sobie z docinkami i po prostu robić swoje. Osoby z nadprogramowymi kilogramami coraz bardziej się otwierają, walczą o akceptację, pokazują na zdjęciach swoje ciała i to jest super! Nadal jednak długa droga przed nami (tak, tak, mam na myśli, chociażby modne hasło o "promowaniu otyłości"), dlatego zastanowiłam się, co mogło dziać się w głowie chłopca, który najpewniej zdawał sobie sprawę, że wzbudza zainteresowanie.

Nadwaga i otyłość może wynikać z wielu czynników, a nam, obserwatorom, nic do tego. Uwagi, sugestie, wyśmiewanie nie są metodą walki z tym rosnącym problemem. Czy pomimo tej wiedzy, stać nas na zrozumienie? Nadal trochę w to wątpię, a w tej wątpliwości utwierdziła mnie niedzielna sytuacja. A przy okazji zastanowiłam się, czy tata/opiekun chłopca naprawdę nie zdawał sobie sprawy, że wystawił go na pośmiewisko? Nie mam oczywiście na myśli "chowania" po piwnicach grubszych dzieci i odbierania im prawa do pluskania się w miejsca do tego przeznaczonych (!!!), ale o świadomość, że ludzie są różni, a kąpać się lepiej w bieliźnie, która nie prześwituje.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...