"Gdzie była mama?!". Nie odpuszczamy kobietom, ale czy one są gotowe, by "oddać władzę"?

Czy kobiety są gotowe, by "oddać władzę" i pozwolić mężczyznom bardziej angażować się w wychowanie dzieci?
Czy kobiety są gotowe, by "oddać władzę" i pozwolić mężczyznom bardziej angażować się w wychowanie dzieci? Pixabay
Wolę to zrobić sama niż się prosić, przypominać dziesięć razy lub później poprawiać. Albo: "Kupiłeś mleko? Dlaczego nie przebrałeś koszulki dziecku? Nie baw się z nim w taki sposób, uważaj, bo spadnie". Statystycznie coraz więcej mężczyzn chce aktywnie uczestniczyć w życiu rodzinnym i opiekować się dziećmi, tylko czy kobiety są gotowe, by... "oddać władzę"?


Winni inni?
Kilka miesięcy temu wpis na ten temat pojawił się na blogu "Mum and the city". Autorka zastanawiała się, gdzie leży problem, dlaczego tak wiele kobiet angażuje się w sprawy związane z rodziną na 200 procent, nie potrafi odpuścić, przyjąć pomocy? Nadal jest tak, że gdy stanie się coś złego, wszyscy chórem pytają: "Gdzie była mama!?".


– Czy to z nami jest coś nie tak, że ciągle czujemy tę wewnętrzną potrzebę trzymania ręki na pulsie? Że mamy problem ze zlecaniem zadań? Że rzadko prosimy o pomoc, bo boimy się, że nikt sobie z tym całym pierdolnikiem nie poradzi tak dobrze, jak my? Że jak zamykamy za sobą drzwi domu, to potem jeszcze z trylion razy dzwonimy, żeby dowiedzieć się, czy wszystko w porządku? Ale na pewno? Na pewno? A może to z nimi jest coś nie halo, że jak siedzą w pracy, to siedzą w pracy i nie martwią się, czy na pewno zdążyłaś zrobić zakupy przed wolną niedzielą? Nie. Powiem ci, czyja to wina. Bo ani twoja, ani jego. TO WINA INNYCH LUDZI! – napisała blogerka.


Prawdą jest, że gdy dziecko jest zaniedbane, nieuczesane, w brudnej koszulce czy ma problemy w szkole, każdy pyta w pierwszej kolejności o mamę. Podobnie, gdy wydarzają się tragedie. Komentarze pod artykułami to właśnie bardzo często popularne pytanie o to, gdzie była matka. Stanowczo rzadziej dopytujemy o ojców.


Tata chce pomóc
A ci, jak wynika ze statystyk, coraz częściej dorównują kroku mamom – angażują się, pomagają, wraz z partnerką szukają sposobu, by oboje rodziców było dostępnych dla potomka. Zdawać by się mogło, że czas "mama w domu", "tata w pracy" trochę mija, a na pewno ulega poważnej dekonstrukcji.

W wielu rodzinach tradycyjny model zaczyna być coraz bardziej elastyczny i dopasowany do potrzeb, które niejednokrotnie oznaczają powrót mamy do pracy i/lub większe zaangażowanie mężczyzny w obowiązki rodzinno-domowe.

Pozostaje kwestia utartego schematu społecznego, tak bardzo widocznego, chociażby w mediach społecznościowych. Kultura, w której się wychowujemy nadal, pomimo coraz silniejszych głosów feministycznych i równościowych, wierna jest przekonaniu, że kobieta musi. Musi prać, gotować i sprzątać. Musi być zawsze czujną opiekunką. Musi być niejako partnerką-wizytówką.

Brudne mieszkanie i brak obiadu? Zawiodła kobieta
Wielu może się obruszyć, że wcale tak nie jest. Jednak, gdy mówimy o brudnym mieszkaniu, to prędzej o taki stan oskarżymy kobietę. Bo zakładamy, że mężczyźni z zasady nie są czyścioszkami. Niewyprasowane ubrania? U faceta przeżyjemy, kobietę uznamy za niezadbanego flejtucha. Obiadek? No, jak to? Nie ugotowała? Słabo chłopie trafiłeś.

To oczywiście klisze i stereotypy krzywdzące dla obu płci, jednak bardziej bolesne dla mam, bo to one są rozliczane i oceniane. Zarówno z powodu kiepskiej kondycji męża, brudnej bluzki dziecka, nieposprzątanego domu, jak i "zaniedbanego" ciała.

– Wiesz, co w XXI wieku słyszy kobieta, której partner zmienia pampersy dziecku? Ale masz super męża! WTF? Czy ktokolwiek kiedyś pogratulował twojemu facetowi wspaniałej żony, bo przewijasz pieluchy… swoim dzieciom??? Tata, który ubiera z córką lalki? Mistrz i łzy wzruszenia w oczach! Matka, która godzinami bawi się z synkiem autkami? Normalna sprawa, dziwne, gdyby tego nie robiła! Tata siedzi z dziećmi w Macu? Ale fajnie, spędza z nimi czas! Matka z dziećmi w Macu? Dlaczego nie ugotuje im normalnego obiadu? – pisze autorka bloga "Mum and the city" i trudno się nie zatrzymać nad tymi pytaniami.

Bo "normy" są nam narzucane, ale i sami mamy na nie wpływ. Możemy je kształtować, modyfikować, przyjmować lub obalać. Zgadzam się, że powinno zmienić się ogólne podejście do macierzyństwa (z mitycznego błogostanu do często niełatwego realizmu), że powinniśmy kobietom odpuścić, ale... Warto zauważyć, jak nadal wiele z nich nie chce ani odpuścić, ani... dopuścić. Partnera. Nie chce zaufać i pozwolić robić mu po swojemu. Może warto się przełamać i po prostu dać sobie prawo do odpoczynku?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...