
W szkołach dzieci uczą się wielu rzeczy zupełnie zbędnych; te najważniejsze zaś bywają pomijane. Nie tak dawno temu jedna ze słynniejszych polskich psycholożek, Katarzyna Miller, przyznała, że marzy jej się, żeby dzieci w szkołach uczone były o uczuciach, relacjach, komunikacji.
REKLAMA
Podstawy psychologii powinny być wymagane od dzieci nawet w podstawówkach. O ile świat byłby wówczas przyjaźniejszy! To jednak nie koniec pomysłów.
Czy dzieci powinny uczyć się sadzenia roślin?
Jest bowiem jeszcze jedna dziedzina, którą warto byłoby przekazywać najmłodszym, zwłaszcza, że nawet rodzice – jeżeli żyją w mieście – miewają z nią problem.
Jest bowiem jeszcze jedna dziedzina, którą warto byłoby przekazywać najmłodszym, zwłaszcza, że nawet rodzice – jeżeli żyją w mieście – miewają z nią problem.
Chodzi o ogrodnictwo: uprawiając rośliny, dzieci uczyłyby się odpowiedzialności (dbania o rośliny), zdobywałyby wiedzę o roślinach, środowisku, pogodzie i żywieniu, byłyby bardziej aktywne fizycznie niż podczas siedzenia w szkolnej ławce, rozumiałyby zależności przyczynowo-skutkowe.
Rozbudzana byłaby również ich kreatywność, pewność siebie (radość z osiągania celu i spożywania własnoręcznie wyhodowanego jedzenia), umiejętność współpracy i miłość do natury.
I rzecz ostatnia, choć zdecydowanie nie najmniej ważna: samodzielne uprawianie roślin sprawiłoby, że dzieciaki wiedziałyby i rozumiałyby, skąd pochodzi żywność i rozróżniałyby zdrową i pełną witamin od wysoko przetworzonej. W dobie rozmaitych chorób cywilizacyjnych i łatwodostępnych przekąsek, które w składzie mają cukier z cukrem – wiedza niezastąpiona.
Kolejną zaletą – choć będącą raczej efektem ubocznym takich lekcji – byłoby zacieśnienie więzi z kolegami z klasy, które niewątpliwie nastąpi, jeśli razem podejmą się pracy, a potem zjedzą posiłek z wyhodowanych warzyw, nasion czy owoców. Brzmi nieźle?
Może cię zainteresować także: Myśliwi chcą zabierać dzieci na polowania. Ich argumenty zwalają z nóg
Źródło: Healthy Food House
