
Pędzimy, nieraz sami nie wiemy, dokąd. Praca, obowiązki, rzeczy do wykonania. Wykreślamy z listy to, co już udało się zrobić i od razu dopisujemy kolejne punkty. Bo zawsze jest coś do zrobienia i zawsze jest coś do przełożenia na "później". To smutne, ale wbrew pozorom na "później" najczęściej przekładamy to, co najważniejsze. Dziecku obiecujemy, że potem przyjdziemy i zobaczymy, co narysowało. Parterowi/partnerce odmawiamy wyjścia do kina, bo jednak raport do pracy jest ważniejszy. Rodzicom przysięgamy, że odwiedzimy ich w weekend. Ale "następny". Znacie to?
Ledwo był poniedziałek, a już jest piątek.
... rok prawie się kończy.
... i minęło już 40, 50 lub 60 lat naszego życia.
... i zdajemy sobie sprawę, że straciliśmy naszych rodziców, przyjaciół.
... i przychodzi świadomość, że jest za późno, by wszystko cofnąć, odwrócić bieg losu.
Nie przestawajmy szukać czynności, które dają nam radość…
Dodajmy kolorów naszej szarej codzienności…
Pomyślę o tym później…
Przekładamy wszystko, jakby to "później" zależało od nas…
Tymczasem to, czego nie rozumiemy, to prosta prawda, że:
później – priorytety się zmienią …
później – urok zgaśnie …
później – zdrowie minie …
później – dzieci dorosną …
później – rodzice się zestarzeją …
później – obietnice zostaną zapomniane …
później – dzień stanie się nocą …
później – życie się skończy …
Zatem… Nie zostawiajmy nic na później.
Ponieważ czekając na to "później", możemy stracić na zawsze...
najpiękniejsze doświadczenia,
najwspanialszych przyjaciół,
najukochańszą rodzinę.
Może cię zainteresować także: "Byle do weekendu". Katarzyna Miller tłumaczy, dlaczego większość z nas żyje w ciągłym oczekiwaniu
