
Mały chłopiec, może 2-letni kuli się przy wejściu do dużego sklepu (głównie z ubraniami). Jest sam. Na jego buzi pojawia się grymas, wygląda na zagubionego. Nie krzyczy i nie płacze. Podchodzi do niego kobieta z kilkuletnią córką. Pyta, gdzie jest jego mama. Dziecko nie odpowiada, zaczyna się wycofywać. Obca pani, widząc jego reakcję, nie naciska, ale nie zostawia go samego. Mówi, że pomoże mu znaleźć rodziców i nie ma się bać. Proponuje, żeby chwycił ją za rękę i wspólnie poszukają mamy. Trwa to kilka minut. Zaraz podbiega mama, chwyta chłopca w ramiona i niewinnie mówi: "Oj, gdzie ty znowu chodzisz?! Nie oddalaj się tak".
Znudzony i zmęczony mężczyzna przysypia na ławce w centrum handlowym. Jego partnerka kolejną godzinę w najlepsze buszuje wśród półek i wieszaków, a on już zwyczajnie nie ma siły za nią dreptać. Pewnie widzieliście takie memy. W roli "mężczyzn" często są małe dzieci, które mają znacznie inni zestaw narzędzi, by pokazać swoje niezadowolenie.
Zastanowiłam się, czy koniecznością jest ciągnięcie małych dzieci do butików i sklepów z ubraniami dla dorosłych? Gdzie nie ma kącika, czy nawet zabawek, które maluch może pooglądać?
Może cię zainteresować także: "Żal mi tych dzieci, że mają taką matkę". Najgorszym efektem ubocznym 500 plus jest chamstwo
