Kiedy dać dziecku telefon?
Kiedy dać dziecku telefon? fot. Instagram

Sonia Bohosiewicz podzieliła się z fanami zdjęciem swojego syna. Chłopiec siedzi na łóżku, jest odwrócony tyłem, jego nagie plecy ogrzewa słońce. Aktorka zachwyca się: "patrząc na te plecki, to aż łzy w oczach, (…) że słońce, że my razem, że wszyscy zdrowi, że harmonia". Jednak za zdjęciem tym kryje się też kontrowersyjny temat. W dyskusji głos zabrała nawet Weronika Rosati.

REKLAMA
Druga część opisu zdjęcia czytamy: "Ale można też nazwać to zdjęcie: iPad forever". Jak wiadomo, tablet czy telefon w rączce dziecka zawsze rodzi w rodzicach emocje. Tak było i tym razem.
Wielu internautów podchwyciło główne przesłanie Sonii. Rodzice piszą, że znają ten stan, kiedy nie mogą się napatrzeć na własne dzieci, kiedy sami sobie zazdroszczą i nie mogą się nadziwić, że spotkało ich aż tak wielkie szczęście. Inni rozczulają się nad momentami, gdy widzą ciało swojego dziecka i z miłości chcą je zjeść.
Telefon to "złoty środek"?
Jednak w dyskusji nie zabrakło wątku korzystania przez dzieci z najnowszych technologii. Internautki piszą: "wszystko jest dla ludzi" i: "skąd ja to znam – iPad zaraz po przebudzeniu". W komentarzach nie brakuje pouczania, że ekrany nie są dla małych dzieci, że trzeba z umiarem i pod kontrolą.
Weronika Rosati otwarcie napisała: "to złoty środek na ujarzmienie maluchów, a na pewno mojego małego szczęściątka". Sonia Bohosiewicz potwierdza: "iPad uratował nas niejednokrotnie: samolot, zastrzyk, poczekalnie".
No cóż, nie da się ukryć, że dziecko przed ekranem nie dziwi już nikogo nigdzie. Widujemy maluchy wpatrzone w ekran w komunikacji miejskiej, na zakupach, w poczekalniach. Ale podczas zastrzyku?
Kiedy dać dziecku telefon?
Mam 4-letniego syna, byliśmy niedawno na pobraniu krwi. Do gabinetu kolejka – każdy dzieciak z telefonem. Ja go synkowi nie dałam, bo nie było potrzeby – kolejka nie była długa. Wysiedzieć 20 minut to nie wysiłek.
Zazwyczaj najpierw czytamy wszystkie ulotki, idziemy do stolika z kredkami, zawsze mamy ze sobą jakąś zabawkę. Później, jeśli mój syn naprawdę się nudzi i źle się czuje, nie widzę nic złego, w tym, by umilił sobie czas bajką. Jednak nie pozwoliłabym mu zabrać telefonu do gabinetu lekarskiego.
Pobranie krwi to dla dziecka wielki stres. Mój synek nigdy nie miał robionego zastrzyku, który mógłby zapamiętać – wszystkie miały miejsce dawno temu. Dzielnie podał rączkę do pobrania, ale gdy poczuł ukłucie, zaczął się dramat. Mogłam wyciągnąć telefon, by odwrócić jego uwagę (choć nie sądzę, by zadziałało...). Mogłam obiecać mu złote góry w nagrodę. Nie zrobiłam tego, bo miałam ważny powód.
Badanie i chwila cierpienia w gabinecie lekarskim to sytuacja, którą w moim odczuciu dziecko musi poznać i zrozumieć. Musi jej doświadczyć. To oczywiste, że się boi i przez tę chwilę cierpi, ale czy jedno takie doświadczenie, nie czyni go świadomym, że jednak dało się przeżyć?
Gdybym obiecała mu nagrodę za odwagę, zaciskałby pięści dla prezentu – bez sensu. Gdybym odwróciła jego uwagę bajką w telefonie, pokazałabym mu, że w każdej niezbyt przyjemnej sytuacji należy natychmiast sobie ulżyć. W dodatku jako antidotum wskazałabym grający ekran. Mam wątpliwości czy to dobry wzorzec...
Jak wspomniałam – nie jestem antyekranową nazistką. Oglądamy filmy i bajki na różnych nośnikach. Jednak zawsze w formie rozrywki, spędzania czasu, kiedy nic innego się nie chce. Bo chyba tak powinno się podchodzić do szperania w tablecie czy telefonie na każdym etapie życia? Nie jak do lekarstwa na życiowe bolączki.
Jak sądzicie?