Niektóre mamy nie kończą swoich tyrad, nawet jeśli dzieci są już dorosłe
Niektóre mamy nie kończą swoich tyrad, nawet jeśli dzieci są już dorosłe 123rf.com

Niektóre rodzicielskie sformułowania przechodzą wręcz z pokolenia na pokolenie. – Chciałbym mieć dziecko tylko po to, żeby móc mu kiedyś powiedzieć "dom to nie hotel", albo po prostu bez żadnego tłumaczenia i konsekwencji uzasadniać swoją decyzję słowami "bo jak tak mówię" – zwierzał mi się ostatnio ze śmiechem kolega.

REKLAMA
Ma 28 lat, nie jest już wkurzonym na świat nastolatkiem, ale pamięta doskonale, jak lata temu podobne słowa doprowadzały go do szewskiej pasji. Dziś tylko go bawią.
"Mówiła mi matka"
To doświadczenie co najmniej dwupokoleniowe. Dowodem jest m.in. nagrana kilka miesięcy temu piosenka Kasi Nosowskiej, "Mówiła mi matka", którą wokalistka wykonała ze swoim synem, Mikołajem. Artystka przyznawała wówczas w wywiadach, że w piosence słyszymy zarówno te frazesy, których ona sama doświadczyła nastolatką będąc, jak i te, które bezwiednie powtarzała kilkanaście lat później Mikołajowi.
Kiedy rozmawiam ze znajomymi, dowiaduję się, że ten sam repertuar – zmodyfikowany w zależności od potrzeb – był niezbędnym elementem dzieciństwa niemal każdego z nas. Bo któż nie słyszał, że dom to nie hotel? Że "będziesz miał swoje dzieci, to je sobie będziesz wychowywał, a póki mieszkasz pod moim dachem, to masz się stosować do moich zasad"? Albo że jak się nie będziesz uczył, to będziesz w przyszłości rowy kopać?
Kategoria zdrowotno-cielesna
Tego typu sformułowania można podzielić na kilka kategorii. Mama Amelii celowała w – jak po 20 latach śmieje się jej córka – kategorię zdrowotno-cielesną. – W zimie mówiła, żebym założyła czapkę, bo ona ze mną po lekarzach chodzić nie będzie, a wczesną wiosną prosiła o to samo, bo słońce na zewnątrz oznaczało dla niej "złudne ciepło" – śmieje się 35-latka.
Prosiła też, żeby wyjęła łyżeczkę z kubka, bo "sobie oko wydłubie", nie siadała na zimnym, bo "dostanie wilka". I groziła, że Amelia kiedyś ją do grobu wpędzi ("a wtedy młoda zatęskni/zapłacze"). – I jeszcze ten kultowy tekst "że żyły sobie dla ciebie wypruwam, a ty się mi tak odwdzięczasz?". Zawsze powodował wyrzuty sumienia – śmieje się kobieta.
Kiedyś obiecała sobie, że ona tych tekstów nigdy nie wypowie, ale już wie, że jej mama miała rację, mówiąc "będziesz miała własne dzieci, to zrozumiesz". – Mój syn ma dopiero 5 lat, ale już mi się zdarza szafować sformułowaniem "za moich czasów". Na przykład wtedy, kiedy bierze komórkę do ręki. Uważam, że to paranoja, żeby 5-latek tak sprawnie obsługiwał elektronikę i komunikował się za pośrednictwem smartfona. No ale wiem, że dla mojej mamy paranoją było w ogóle to, że dziecko ogląda codziennie telewizję – tłumaczy Amelia.
Kategoria wychowawcza
W rozmowę z Amelką wtrącił się Rafał, żartując, że w sumie to zazdrości jej mamy. Jego zdaniem jej sformułowania świadczyły wyłącznie o trosce, podczas gdy jego własna rodzicielka używała sloganów na ogół po to, żeby mu czegoś odmówić.
– Jej ulubionym było "a co, bozia rączek nie dała?", kiedy prosiłem ją, żeby mi coś podała czy zrobiła – mówi mężczyzna. A kiedy ja nie chciałem wykonać jej poleceń, albo jakoś się przeciwko nim buntowałem, pytała "której części zdania nie rozumiem" i "czy ona nie mówi po polsku?". Kiedy natomiast pytałem, po co mam np. pościelić łóżko, to mówiła "po to, żebyś się pytał". Ewentualnie "żebym nie był taki ciekawski, bo kociej mordy dostanę". I że za kilka lat jej za to podziękuję – śmieje się 38-latek.
Jego mama narzekała też, że "tylko chodzi i po wszystkich sprząta", po czym przypominała, że nie jest przecież naszą służącą. Rafał był krnąbrny, mówił, że przecież nikt jej sprzątać nie każe i obiecywał że "zaraz" to zrobi.
– Wtedy mówiła, że gdyby potrzebowała czystości "zaraz", to by poprosiła o nią zaraz. I krzyczała, że za pół godziny przyjdzie sprawdzić jak mi poszło. Albo żebym poczekał aż ojciec z pracy wróci, to dopiero będzie! – wspomina Rafał.
Prosi, żebym dopisała, że "w oczach pojawiły mu się łzy wzruszenia i nostalgii". Bo on bardzo szanuje swoją mamę i jej pracę, ale sądzi, że czasem przesadzała. Sam jest ojcem 2-letnich bliźniąt, wie z czym wiąże się dbanie o dom, kiedy jest się rodzicem. — Czy powtarzam te słowa? Nie wydaje mi się, może bliźniaki są jeszcze za małe. Ale nie wykluczam tego w przyszłości, czym skorupka za młodu nasiąknie... – kwituje.
Kategoria: dziecko i jego indywidualność
Pozostali znajomi też przerzucają się przykładami. Za faworytów rodzicielskich tekstów wspólnie uznaliśmy "masz taki burdel w pokoju, że brakuje tylko, żeby ktoś nasrał na środku", "żebyś ty tyle czasu przy książkach spędzał, co przy komputerze/na podwórku" oraz klasyczne "Ty nie jesteś wszyscy".
– Kiedy mówiłam, że wszyscy poszli na wagary, to mówiła, że ja nie jestem wszyscy. Albo pytała, czy jak wszyscy skoczą z dachu, to ja też skoczę. Zapominała o tym wtedy, kiedy dostałam słabą ocenę i koniecznie chciała wiedzieć, co dostały moje koleżanki– wspomina Ala. Kiedy natomiast wypominała mamie, że ona w jej wieku mogła sama wyjeżdżać pod namiot, ta odpowiadała natychmiastową ripostą: "szkoda, że nie we wszystkim mnie tak bacznie obserwujesz/bierzesz ze mnie przykład".
– A kiedy mówiłam "patrz, mamo, jak fajnie umiem...", to mi dogryzała mówiąc, że bardziej to ją interesuje, czy na jutrzejsze lekcje wszystko umiem – śmieje się 27-latka.
A wy? Powielacie te sformułowania, kiedy puszczają wam nerwy?