Polskie szpitale nie są w najlepszym stanie. Z kilku powodów
Polskie szpitale nie są w najlepszym stanie. Z kilku powodów Agencja Gazeta

Dla szpitali dezynfekcja, dezynsekcja i deratyzacja to codzienność. Winę ponoszą między innymi pacjenci – ci, którzy na samej diecie szpitalnej nie wytrzymują.

REKLAMA
Wydawać by się mogło, że polskie szpitale po 1989 roku wyglądają nieco lepiej. Że sale dla dzieci wypełnione są zabawkami, na ścianach wymalowane są myszki z bajek Disneya, czystość w każdym sanitariacie sprawdzana jest co godzinę... Niestety to tylko pozory.
Pchły i karaczany
Jak podaje Państwowa Inspekcja Sanitarna szpitale są siedliskiem pcheł, pluskiew, karaczanów i insektów różnej maści. Powodów jest kilka, choć najważniejszym jest chyba to, że bardzo dużo szpitali mieści się w zabytkowych budynkach. A w nich naloty pleśni na wentylacji, drewniane wyłomy w oknach, zniszczony "meblosprzęt". I choć istnieją szpitale wyremontowane i mieszczące się w budynkach pachnących jeszcze świeżością, to problem zdarza się również tam.
Niesmaczna dieta
Bezpośrednią przyczyną są bowiem również paczki żywnościowe dostarczane chorym przez rodzinę i znajomych. Kto z nas nigdy nie zaniósł do szpitala sucharków i jabłek, niech pierwszy rzuci oskarżeniem. Zwłaszcza, że pacjenci na szpitalną dietę na ogół się skarżą, nie jest ona wszak specjalnie smaczna ani wyrafinowana. Dzieci w tym przodują – wymuszają smakołyki, nie wiedząc właściwie dlaczego w szpitalu muszą jeść same "ohydztwa". Przecież już i tak sam pobyt w placówce do najprzyjemniejszych nie należy.
Warto mu jednak wytłumaczyć powody, dla których owych smakołyków nie dostanie. Bo nie jest to już tylko powrót do zdrowia, ale również kwestia higieny miejsca, w którym dziecko przebywa.
Dezynsekcja jest kamuflowana
Sęk w tym, że pacjenci rzadko wiedzą, iż szpital jest zainfekowany przez niechciane żyjątka, które przecież przenoszą drobnoustroje i powodują reakcje uczuleniowe – zwłaszcza u pacjentów szpitala, którzy z definicji mają raczej obniżoną odporność. Specjaliści od Dezynfekcji, Dezynsekcji i Deratyzacji ("DDD") stosują w szpitalach kamuflaż i nie obnoszą się ze swoją profesją. Wyglądają jak inni pracownicy szpitala żeby nie wywołać paniki i zachować dobre imię szpitala.
Warto więc – będąc gościem lub pacjentem w szpitalu – nie otwierać okien (przez które wlecieć mogą niechciane insekty), nie częstować się smakołykami ze szpitalnego sklepiku i informować o wynikających z tego zagrożenia innym. Tyle przynajmniej możemy zrobić.
Źródło: "Polityka"