Nie wytrzymała i pokazała, co zrobiono noworodkowi. Matka wściekła na gorzowski szpital

Co stało się w szpitalu w Gorzowie Wlk.?
Co stało się w szpitalu w Gorzowie Wlk.? Angelika Olszewska/Fb
Pani Angelika w sieci podzieliła się zdjęciem, na którym widać groźnie wyglądającą ranę na rączce jej dziecka. Mama bliźniaków (wcześniaków) urodzonych w szpitalu w Gorzowie Wlk. twierdzi, że to wina lekarzy. – Zobaczcie, co gorzowski szpital zrobił mojemu dziecku, przeklinam dzień, w którym zgodziłam się tu rodzić – dodała w poście. Jak do tego doszło i jak tłumaczą to lekarze?


Zakładamy, że trafiając do szpitala, jesteśmy w bezpiecznym miejscu, otoczeni opieką specjalistów. Czy rzeczywiście czuć się tak możemy? Czy możemy uśpić czujność i kontrolę, wierząc, że my i nasi bliscy jesteśmy w dobrych rękach?


Wina wenflonów?
Pani Angelika najwyraźniej chciała nagłośnić sprawę. Twierdzi, że zmianę na skórze jej dziecka wywołali lekarze. – Ponoć od felernych wenflonów, które wbijali przez dwa tygodnie, w dodatku nie chcą mi dziecka oddać do domu, bo chcą wszystko ukryć, żeby nie było, że zaniedbali rączkę, a później, gdyby się coś działo, to byłoby na mnie – dodała w komentarzach pod postem.

Napisałam do autorki postu i szpitala, bo sprawa zdaje się niejasna. A warta zauważenia i nagłośnienia. – Lekarze powiedzieli, że jestem panikarą i że tak czasem się zdarza tylko, że nikt mi wcześniej tego nie pokazał ani nie chciał mówić, jak wygląda rana i od czego tak naprawdę to się stało. Nie chcą mi dziecka oddać do domu, żeby się nie wydało, że zaniedbali rączkę – napisała w odpowiedzi na moją wiadomość Pani Angelika.

– Zero informacji, zero tematu za każdym razem jestem spławiana przez lekarzy, z łaski coś mi odpowiadają, ale przepraszam, jak można było do tego dopuścić, tym bardziej u wcześniaka jednego synka mi oddali drugiego na siłę trzymają – napisała w drugiej wiadomości.


Krótko po publikacji tekstu Wielospecjalistycznego Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie Wlkp. skontaktował się z mamą. Odbyło się oficjalne spotkanie z rodzicami dziecka i zarządem, m.in. wiceprezesem szpitala, Robertem Szurowcem.

Temat dla uwagi
Post w sieci wywołał lawinę komentarzy. Co mogło się stać? Czyja to wina? Jak tłumaczą to lekarze? W sieci padają różne hipotezy. – Być może doszło do stanu zapalnego. Mogło się tak zrobić w ciągu 24h, bo widać, że rączka jest mała – pisze jedna z internautek. – Kruszyna, która ledwie się narodziła, już cierpi – współczuje kolejna internautka.
Post dodany wczoraj (we wtorek, 2 października), po niespełna dobie ma już 506 komentarzy i 783 udostępnień. – Pociągnąć do odpowiedzialności! Każdy drugiego kryje pewnie tam, ale walczyć z nimi – zachęcają w sieci i przekonują do kontentych działań, bo roztrząsanie sprawy na Facebooku to według internautów za mało.

– Zamiast przeklinać, proszę zrobić to, co należy, czyli zawiadomić prokuraturę, NFZ, władze gminy (placówki podlegają gminie), oraz wytoczyć proces cywilny o odszkodowanie za cierpienia w wyniku skandalicznego niechlujstwa i błędów – tak minimum 100 tysięcy. Przeklinanie na fejsie nic nie zmieni – to draństwo skończy się tylko wtedy, gdy wreszcie Polacy zaczną pozywać to rozpasane całkowicie bezkarne tałatajstwo, i wytrzepywać z kasy za szkody! – czytamy w jednym z komentarzy.

Czy mama bliźniaków jest panikarą? Czy może spać spokojnie w szpitalu w Gorzowie Wlk.? Czy to niegroźna rana? – Opiekunowie nie są od pielęgnowania ran ani sprawdzania, co się dzieje – od tego jest personel szpitala! Rodziców mogłoby tam w ogóle nie być – odpowiada jedna z osób pod postem pani Angeliki.

Post po kilku godzinach został usunięty, są różne wersje powodów zniknięcie opublikowanych w sieci informacji.