Miłość przechodzi do lamusa. Dziecko z przyjacielem, czyli co-parenting po polsku

Co-parenting to inaczej współrodzicielstwo lub rodzicielstwo platoniczne
Co-parenting to inaczej współrodzicielstwo lub rodzicielstwo platoniczne Fot. pixabay.com/Pexels
Najpierw szkoła, studia jedne i drugie, potem praca, mieszkanie, samochód. Decyzję o rodzicielstwie coraz częściej odsuwamy na potem, gdy zabezpieczymy przyszłość swoją i dziecka. Ale gdy przychodzi "ten czas", okazuje się, że nadal brakuje odpowiedniego partnera. Odpowiedzią na ten problem jest co-parenting.


Co-parenting to inaczej współwychowanie albo rodzicielstwo platoniczne. Partnerzy wchodzą w relację pozbawioną romantycznych uczuć, aby wspólnie spłodzić i wychować dziecko. Pomysł nie jest nowy, bo pojawił się już w połowie poprzedniego stulecia. Pierwotnie jako szansa na rodzicielstwo dla par homoseksualnych.

Na przykład para gejów, którzy chcieli mieć potomstwo, szukała kobiety, która chciałaby urodzić i wychować wspólnie z nimi dziecko. Z czasem współrodzicielstwem zainteresowały się też osoby heteroseksualne, którym – mówiąc w uproszczeniu – nie poszczęściło się w miłości.

Relacje co-parentingowe są z pewnością dość skomplikowane, ale w praktyce często nie różnią się od rodzin po rozwodach. Tam też dziecko może mieć dwóch tatusiów i dwie mamusie. A co ważne – nie musi przechodzić przez wszystkie negatywne emocje związane z rozstaniem rodziców, bo ci nigdy nie byli razem, a ich "związek" od początku miał jasno ustalone granice.


"Kawaler, lat 40, bez nałogów"
Platformą poszukiwawczą dla platonicznych rodziców jest oczywiście internet. Istnieje wiele forów, gdzie – w pełni anonimowo – można zamieścić ogłoszenie, że poszukujemy "partnera/partnerki do rodzicielstwa". Oto kilka, na które natrafiłam:

"Jestem 40-letnim gejem z Katowic w stałym związku. Właśnie teraz nastał ten czas, że chciałbym mieć dziecko. Szukam kobiety, która zdecyduje się, aby zostać matką dziecka. Chciałbym brać udział w życiu dziecka".

"Jestem kawalerem, lat 45, nie piję, nie palę, pracuję, mam swoje mieszkanie i szukam kobiety, która chciałaby urodzić dziecko i razem wychowywać. Jeśli jesteś zainteresowana, to zapraszam do kontaktu".

"Mam na imię Natalia i szukam wspaniałego taty dla mojego dziecka. Mianowicie chciałabym w przyszłym roku zajść w ciążę. Interesuje mnie raczej znajomość przyjacielska, bez związku. Tata powinien uczestniczyć w życiu dziecka".

"Niebawem dobiegnę 33 roku życia. Zdążyłam w tym czasie poczuć się dosyć pewnie na rynku pracy, ale zdecydowanie zbyt mocno mnie to zaabsorbowało. Nie szukam męża. Szukam konkretnego faceta bez innych zobowiązań, który chce wychować dziecko, niekoniecznie pod jednym dachem".

"Nie wykluczam związku"
Oprócz par homoseksualnych, współrodzicielstwem interesują się przede wszystkim osoby, którym nie udało się zbudować trwałego związku. Liczą na relację opartą na wzajemnym szacunku i zrozumieniu. Piękne słowa, jednak w praktyce bywa różnie.

Na polskich forach, na których samotni szukają partnerów do rodzicielstwa, można znaleźć wiele ogłoszeń, które przypominają anonse matrymonialne.

"Nie wykluczam związku i wszystkich kroków, które za tym idą". "Chciałbym stworzyć prawdziwą rodzinę, szukam partnerki na całe życie". "Zależy mi na dziecku i wspólnym wychowaniu, ale nie odrzucam myśli o miłości".

Jeszcze inne to niemal oferty kupna. "Szukam kobiety, która urodzi i wychowa ze mną dziecko. Oferuję pomoc finansową, na początek 20 tys. złotych". "Chcę mieć dziecko z miłą, normalną kobietą. Gwarantuję alimenty – 5 tys. złotych".

A dobro dziecka?
Mało która para, pozostająca w tradycyjnym związku, omawia na poważnie i ze szczegółami zasady wychowania przyszłego potomstwa. W przypadku co-parentingu niektórzy partnerzy decydują się nawet na podpisanie specjalnej umowy, w której określają zakres praw i obowiązków każdej ze stron.

To z pewnością wiele ułatwia i pozwala uniknąć niepotrzebnych sporów o "dobro dziecka". Sama "superniania", czyli Dorota Zawadzka, w rozmowie z TOK FM przyznała, że w co-parentingu nie widzi nic złego, a wręcz przeciwnie – to w tradycyjnych rodzinach dzieci często nie mają właściwych wzorców.

– Jeżeli popatrzymy uczciwie na tzw. tradycyjne rodziny, to bardzo często przekonujemy się, że tam wzorców rodzicielstwa, matki czy ojca, nie ma. To są często nieobecni ojcowie i zapracowane, sfrustrowane matki. Nierzadko skonfliktowani ze sobą ludzie, którzy są ze sobą w imię wymyślonego przez nich dobra dziecka – powiedziała Zawadzka.

Psycholożka podkreśliła też, że nie istnieją żadne badania, które pozwalałyby twierdzić, że taki model wychowania ma na dziecko zły wpływ. – Nie ma żadnych dużych badań, które powiedziałyby, że życie w tego typu dużych rodzinach ma jakikolwiek zły wpływ na dziecko. Wręcz przeciwnie. To są bardzo otwarte dzieci, bardzo tolerancyjni ludzie, którzy akceptują inność dużo bardziej niż pozostali – stwierdziła.

Jak białe małżeństwo
Otwarta i budząca wiele wątpliwości jest kwestia "związku bez miłości". W przypadku, kiedy w co-parenting wchodzą partnerzy homoseksualni, możemy być praktycznie pewni, że żadne romantyczne uczucia się nie pojawią. Ale co, gdy taką relację nawiązują osoby heteroseksualne? Tutaj takiej pewności nigdy nie ma.

Dorota Zawadzka właśnie łączącą partnerów przyjaźń uważa za największą zaletę co-parentingu. – W tych związkach nie pojawia się przemoc, ponieważ ci ludzie się przyjaźnią, rozmawiają, są dużo bardziej wolni, nie mają pewnych zobowiązań wynikających z tego, że coś muszą. Oni po prostu chcą – podkreśla.

Tak więc popularne powiedzenie, że najlepiej związać się z przyjacielem, zyskuje na znaczeniu. Warto jednak pamiętać, że i tutaj, jak w każdym innym związku, musimy najpierw poznać naszego "partnera". Decyzja o współrodzicielstwie nie powinna zapaść po wymianie kilku maili lub dwóch spotkaniach.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

KALENDARZ CIĄŻY

TYDZIEŃ PO TYGODNIU

PRZEDSZKOLAK

ROZWÓJ I WYCHOWANIE