Maja Bohosiewicz to znana aktorka i Instamama
Maja Bohosiewicz to znana aktorka i Instamama Fot. Instagram

Maja Bohosiewicz, znana i lubiana aktorka i Instamama, postanowiła podzielić się z fankami swoimi przemyśleniami na temat... "siedzenia w domu". Innymi słowy – na temat macierzyństwa i opieki nad dziećmi.

REKLAMA
Maja Bohosiewicz zamieściła na Instagramie krótką historię ze swojego życia, w której zestawiła to, jak wyglądał jej dzień, gdy "siedziała w domu i się nudziła", a jak wygląda teraz, gdy jest pracującą mamą.
Przyznała, że gdy całe dnie spędzała na opiece nad dziećmi (i psem), miała mnóstwo obowiązków i była przygnębiona "nudą i stagnacją". Nic dziwnego, że gdy tylko tata wracał z pracy, natychmiast "podrzucała" mu dzieci, żeby się nimi zajął, i żeby sama mogła chwilę "przewietrzyć głowę". Teraz jednak ten "ciepły" i "stały" scenariusz zestawia z tym, jak wygląda dzień mamy pracującej. – A teraz wracam z pracy, jak ten Stary. We łbie mi się kotłuje, problemy, faktury, wypłaty, inwestycje, lokale, zwroty, współprace.
I podkreśla, że nie doceniała swojego męża. – Trzeba było gotować obiad, zrobić drinka po pracy i wymasować mu plecy (lub inne części ciała) za to, że nigdy nie wylał na mnie swoich problemów i odpowiedzialności. Że siedziałam sobie taka w domu i się nudziłam. Kiedy on walczył, żebym miała za co te lodówkę zaopatrzyć – napisała.
"Siedziałam w domu i się nudziłam?" – trudno nam w to uwierzyć! Czy jakakolwiek mama, która ma pod opieką malucha – a nawet dwójkę lub trójkę maluchów – mogła powiedzieć, że "siedzi w dom i się nudzi", a jej mąż "walczy" o wkład do lodówki.

Opowiem Ci dziś Halinka historię. Ona pewnie nic nie wniesie do Twojego życia, ale ta historia nie jest ani mądra, ani ważna, ani może śmieszna. Ale wiadomo Halinka, musze coś wciepać na instagrama. Historia jest taka. Rok temu siedziałam z dzieckiem w domu, smażyłam naleśniki, polerowałam rodową zastawę rosenthala (żartuje mamy talerze z duralexu żeby się nie tłukły). Generalnie dbałam o domostwo, potomostwo, uzupelniałam lodówkę i bardzo cierpiałam. Cierpiałam z powodu nudy i stagnacji. Każdy dzień niczym kadr z filmu. Ale nie, że „szybcy i wściekli”, bardziej „Dzień Świstaka”. Wstajesz, zęby, jaglana, ddtvn (ciekawe kto dzisiaj będzie? Rusin czy Wellman? Uuu.. poziom ekscytacji sto milion dwa!), cholerny pies z Palucha znowu kradnie mi bułkę, znowu zrobił kupę na balkonie i znowu zostawił sierść na mojej pościeli. Potem już z górki, potomstwo zje czy wzgardzi tym co z serca gotuje po nocach. Potem już tylko szybka lista przebojów moim ulubionych hitów, „ idziemy do zoo zoo zoo, idziem do zooo-oooooo-ooooo”, idziemy na spacer, idziemy do domu, idziemy do kuchni, idziemy na drzemkę, idziemy na ... HALINA, co ja ci bede pisała. Znasz ten scenariusz! Rozkoszny, domowy, pełen stałych, ciepłych i wspólnych. Potem wraca Stary. Dajesz mu do rąk potomstwo i zaczynasz litanie: cały dzień Cie nie było. Dziecka nie znasz. Nie wiesz co u niego. Nie wiesz o której ma drzemkę. Zrób sobie sam jedzenie. Cały dzień sama tu jestem. Weź ją na chwilę. Weź go na spacer. Pobawcie się. Czas na tatuś- dzidziuś bonding! IDĘ PRZETWIERZYĆ GŁOWĘ BO ZWARIUJĘ. A teraz wracam z pracy, jak ten Stary. We łbie mi się kotłuje, problemy, faktury, wypłaty, inwestycje, lokale, zwroty, współprace. I wiesz co sobie myśle? Trzeba było gotować obiad, zrobić drinka po pracy i wymasować mu plecy (lub inne części ciała) za to, że nigdy nie wylał na mnie swoich problemów i odpowiedzialności. Że siedziałam sobie taka w domu i się nudziłam. Kiedy on walczył żebym miała za co te lodówkę zaopatrzyć. Bo dzisiaj po pracy, Stary na mnie spojrzał i powiedział: ooo... znam ten stan, idź się zdrzemnij, przy łóżku leży czekolada, a w lodówce wino. #thisislove #lecollet #instafashion #whiteshirt #fashion

Post udostępniony przez Maja Bohosiewicz (@majabohosiewicz)

Prawdziwy "Dzień Świstaka"
Tym bardziej, że wcześniej w bardzo barwnych słowach Bohosiewicz opisała swój typowy dzień. – Rok temu siedziałam z dzieckiem w domu, smażyłam naleśniki, polerowałam rodową zastawę rosenthala (żartuje mamy talerze z duralexu, żeby się nie tłukły). Generalnie dbałam o domostwo, potomostwo, uzupelniałam lodówkę i bardzo cierpiałam. Cierpiałam z powodu nudy i stagnacji – przyznaje.
Każdy dzień niczym kadr z filmu. Ale nie, że "Szybcy i wściekli" bardziej "Dzień Świstaka". Wstajesz, zęby, jaglana, ddtvn (...) Potem już z górki, potomstwo zje czy wzgardzi tym, co z serca gotuje po nocach. Potem już tylko szybka lista przebojów moich ulubionych hitów, "idziemy do zoo zoo zoo, idziemy do zooo-oooooo-ooooo", idziemy na spacer, idziemy do domu, idziemy do kuchni, idziemy na drzemkę, idziemy na... HALINA, co ja ci będę pisała. Znasz ten scenariusz. Rozkoszny, domowy, pełen stałych, ciepłych i wspólnych – podsumowała.
No cóż, na "siedzenie i nudzenie się" to nie wygląda. A takie stwierdzenie zawsze jest krzywdzące dla mam, których wysiłek wychowawczy nadal często jest niedoceniany.