"W szkole syna był jakiś poseł". Będą indoktrynować bez zgody rodziców?

Politycy w szkołach, rodzice niezadowoleni.
Politycy w szkołach, rodzice niezadowoleni. Jakub Orzechowski/Agencja Gazeta
Czy dzieci stają się kartą przetargową? Czy ktoś zobaczył w nich nagle potencjał przyszłych wyborców?

Czy to już agitacja?
Coraz częściej pojawia się dyskusja na temat tego, czy politycy powinni być wpuszczani do szkół w celu prowadzenia jakichś prelekcji, zajęć, czy jako goście specjalni w czasie szkolnych uroczystości. Nie wszyscy rodzice są zachwyceni takimi odwiedzinami, gdyż na dobrą sprawę nikt nie ma kontroli, co na takich spotkaniach przekazywane jest dzieciom. Czy może to niepokoić? Jest to rodzaj agitacji i zdobywania głosów przyszłych, a jeszcze nie do końca ukształtowanych wyborców?

– Dziś moje dziecko wróciło ze szkoły i opowiadało, że mieli jakieś spotkanie z posłem. A ja się pytam, czy mnie ktoś pytał o zdanie, czy się na to zgadzam? Czy to nie rodzice mają przekazywać tak ważne informacje o Polsce dziecku? – pyta na jednym z forów dla rodziców mama 14-letniego Kacpra.

O głośnej dyskusji w sprawie udziału polityków na lekcjach w szkole poinformował Dziennik.pl. Zaczęło się od posłanki PO Joanny Muchy, która wzięła udział w zajęciach z wiedzy o społeczeństwie, organizowanych przez lokalną fundację. Jak twierdzi, nie odpowiadała na żadne pytania uczniów, które dotyczyłyby jej przekonań politycznych. Starała się jedynie przekazać wiedzę odnośnie działań obywatelskich i działalności społecznej. Jej wizyta została jednak zauważona przez świętokrzyskie kuratorium oświaty, które sprzeciwiło się takim zajęciom na terenie szkoły. Z podobnym sprzeciwem kuratorzy odnoszą się do proponowanego przez niektórych posłów pomysłu wieszania preambuły konstytucji w placówkach szkolnych.


Politycy mogą być, ale tylko z PiS-u?
Dziennik.pl postanowił sprawdzić, co na temat obecności posłów w szkołach sądzi MEN. Rzeczniczka poinformowała, że „żadne wydarzenia szkolne nie mogą mieć charakteru dowolnie formatowanego co do treści i sposobu przekazywania. [...] Na wizytę posła w szkole zgodę powinien wydać zarówno dyrektor placówki, jak i rodzice uczniów".

Posłowie opozycji upatrują w tym próby wprowadzenia cenzury. Podkreślają, że wielokrotnie politycy uczestniczyli w uroczystościach szkolnych takich jak choćby nadanie imienia placówce. Wówczas obecność polityków nikogo nie raziła, o ile byli to posłowie z ugrupowania rządzącego.

– Sama obecność posła w szkole nie jest sprzeczna z prawem, pod warunkiem, że celem jest działalność wychowawcza lub dydaktyczna, a nie np. prowadzenie agitacji na rzecz danego ugrupowania politycznego – podkreśla Jolanta Misiak, p.o. dyrektor Wydziału Pragmatyki Zawodowej i Analiz Kuratorium Oświaty w Lublinie.

Ważne jest także, czy zajęcia są organizowane tylko dla zainteresowanych uczniów, czy też dla każdego obowiązkowo, bo w godzinach lekcyjnych. Jeżeli są to spotkania tylko dla tzw. chętnych i idą na nie uczniowie, którzy mają choć podstawową wiedzę i pragną dowiedzieć się czegoś więcej, to trudno uznać, że to złe rozwiązanie. Rodzice mają jednak prawo poczuć się lekceważeni, jeżeli zajęcia z posłem odbywają się w czasie lekcji, a nie zostaną o tym poinformowani.

Dlaczego pewnych spraw nie pozostawia się jednak rodzicom?
Pytanie tylko, czy w tej całej dyskusji ktoś pomyślał o uczniach i ich rodzicach? A może oni sami nie mają ochoty, by posłowie przychodzili i do szkół i wywierali presję na młodych ludzi? Może nie życzą sobie, by ktokolwiek mącił w nieukształtowanych jeszcze poglądowo umysłach uczniów i urabiał ich na swoją modłę?

Tylko skąd dzieci mają czerpać wiedzę o tym, co dzieje się w kraju? Czy na własną rękę z telewizji i internetu, czy też tak jak proponuje poseł PiS Szymon Szynkowski z debat, które mogłyby być organizowane w szkołach, ale z udziałem posłów z różnych ugrupowań? Najrozsądniej będzie chyba, gdy to w rodzinnych domach będzie się rozmawiać z młodzieżą na tematy polityczne. Gdy będą już mieli choć trochę wiedzy na temat tego, co dzieje się w kraju, poznają partie polityczne i ich programy, łatwiej będzie im się odnaleźć i poszukiwać prawdy. Dopiero mając jakąś podstawę, będą mogli zadawać pytania i drążyć, zamiast ślepo wierzyć w gładkie zdania powtarzane przez polityków.
źródło: Dziennik.pl
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

KALENDARZ CIĄŻY

TYDZIEŃ PO TYGODNIU

PRZEDSZKOLAK

ROZWÓJ I WYCHOWANIE