
Idą święta, trzymajmy się za portfele. Tak wiele osób myśli i rzeczywiście wiadomo nie od dziś, że grudzień to miesiąc, kiedy ze zdziwieniem obserwujemy, jak nasze oszczędności topnieją.
Czy kupujesz dzieciom to, co jest na ich liście prezentów? Niektórym święta kojarzą się wyłącznie z bieganiem po sklepach, nadmierną konsumpcją i przymusem wręczania prezentów. Jest w tym wiele prawdy, ale też nie można zapominać, ile radości związanych jest z tym magicznym czasem. Wszystko zależy od naszego podejścia.
Święta coraz bliżej i już teraz część rodziców zastanawia się, co kupić dzieciom. Nie jest to prosty wybór tym bardziej że członkowie rodziny także do nich zwracają się z prośbą o pomoc przy wyborze upominku. Ilość decyzji, które muszą podjąć, bieganie i wyszukiwanie ciekawych promocji w sklepach, to męczące zadanie. Potem okazuje się tak naprawdę, że wiele z prezentów pod choinką wcale nie było na liście do św. Mikołaja.
Gdy zapytasz dziecko, o czym marzy najbardziej na świecie, zazwyczaj jest w stanie ograniczyć się do max. 3 zabawek. Te największe marzenia są dla niego oczywiste, nie musi ich szukać na stronach internetowych. Często paradoksalnie ich nie otrzymuje, bo... są zbyt drogie. Rodzice sami nie są w stanie wydać takiej sumy, a nikogo też nie obarczą tak dużym wydatkiem finansowym. W takiej sytuacji wystarczyłoby więc zastosować prostą zasadę, o której naprawdę ludzie nie pamiętają. Tak zrobiła właśnie Beata, mama 6-letniej Oli i 9-letniego Maćka.
Miny dzieci były bezcenne
Beata, mama dwójki dzieci
Czy taki pomysł wprowadziłybyście w swoim domu?
Może Cię zainteresować także: „Jak sp***rzyć dziecku święta” – blogowy wpis, który poruszył Paulinę Młynarską i setki mam
