Jak wyglądają kulisy pracy w żłobku?
Jak wyglądają kulisy pracy w żłobku? Prawo autorskie: highwaystarz / 123RF Zdjęcie Seryjne

Blogerka o praktykach w żłobku „nie spodziewałam się tego, co tam zobaczyłam”.

REKLAMA

Zwykliśmy narzekać na brak miejsc w żłobkach i słabą opiekę nad dziećmi, gdy trafiłam na artykuł „Państwowy żłobek to koszmar”, pomyślałam, że dotyczy złego traktowania dzieci, ale nie spodziewałam się, że sprawcami nie są osoby pracujące w żłobku, lecz rodzice.

Blogerka Mamoholiczka pokazuje tak zwaną drugą stronę medalu, czyli to z czym przychodzi zmagać się żłobkowym opiekunom. Nie mówi o niegrzecznych, płaczących czy krzyczących dzieciach, lecz o ich rodzicach – tych, których dzieci są „Przywożone wcześnie rano na samo otwarcie żłobka. W przesikanej, napęczniałej i niezmienionej po nocy pieluszce. Wciąż w piżamce, zawinięte w kołderkę (!), w której spały. Odbierane przed samym zamknięciem. Dzień w dzień. Mimo że rodzice nie pracowali, a żyli z zasiłków...”.

Samotność tych dzieci to tylko jeden z wielu problemów, które porusza blgerka. Higiena, dbanie o zdrowie i odżywianie (jakiekolwiek, bo o prawidłowym już nawet nie ma co marzyć) są kolejnymi aspektami, w których rodzice zawiedli.

Brudne. Chodzące przez cały tydzień w tym samym poplamionym jedzeniem i śmierdzącym papierosami ubranku. Ze wszami na głowie i owsikami w kupce, których mimo próśb nikt nie zwalczał. Z dawno nieobcinanymi paznokciami boleśnie łamiącymi się w za ciasnych butach. Z widocznym brudem za uszami i na plecach…Chore. Z zielonym katarem do pasa i kaszlem jak u gruźlika, który nie dawał spać. Z biegunką lub wymiotami. Naszprycowane lekami przeciwgorączkowymi (czasem podawanymi przez rodzica jeszcze w szatni), często już z daleka wydzielające charakterystyczny zapach antybiotyku.

Mamaholiczka

mamoholiczka.pl

Na zakończenie wspomina historię chłopca, którego kazano jej nakarmić tak dużą ilością jedzenia, jak tylko się jej uda, bo... dziecko nie dostanie żadnego posiłku w domu. Zje dopiero śniadanie w żłobku... następnego dnia.

Generalizuje czy porusza poważny problem? Czy ten wstrząsający opis porusza niszowy problem? A może podobne refleksje ma większość pracowników państwowych żłobków? Z pewnością żłobek żłobkowi nie równy, ale założenie blogerki, że żłobki państwowe to koszmar, a prywatne już nie - jest sporym uproszczeniem. Wiązanie zaniedbywania dzieci z biedą utrwala stereotyp.



Problem z pewnością istnieje, ale jest bardziej złożony. Same matki przyznają w komentarzach, że dzieci, których potrzeby zaniedbują rodzice, są też w prywatnych żłobkach („Moja teraz chodzi do prywatnego i wcale tu nie ma lepiej. Dzieciaki są przywożone z samego rana, siedzą prawie do zamknięcia – a mamuśki siedzą w domu i nie pracują, a dzieci oddają, bo muszą odpocząć”), a te wypieszczone i zadbane są również w państwowych palcówkach („córka chodzi od dwóch lat do żłobka i przez ten czas nic takiego nie zauważyłam, dzieci są zadbane, kochane, czyste”).

Wasze dzieci chodziły do państwowych żłobków? Jak to wspominacie?

źródło: mamoholiczka.pl