Wymagania stawiane dzieciom przez nauczycieli są czasami zupełnie bez sensu.
Wymagania stawiane dzieciom przez nauczycieli są czasami zupełnie bez sensu. 123 RF
Reklama.
Takie rzeczy nie tylko w Płocku
Pierwsza lekcja angielskiego i na powitanie sprawdzian z 90 pytaniami. Tak zaczyna opowieść Joanna Górecka, autorka "Budzącej się szkoły". Historia miała miejsce w Płocku, ale nie o miejsce tu chodzi. Równie dobrze mógł to być Radom, Warszawa, czy Ciechocinek. Dlaczego? Bo w każdej szkole pojawia się ten sam problem.
Dzieci są od pierwszych dni szkoły zamęczane nadmiarem prac domowych i sprawdzianów i tu nadal nie chodzi o to, żeby miały mniej obowiązków, bo każdy z nas musiał przez to przejść i jakoś żyjemy. (Pomijam kwestię wspomnień). W tym wszystkim chodzi przede wszystkim o to, by zadawane prace domowe, kartkówki czy sprawdziany, przygotowywane były z głową, z sensem i na miarę możliwości uczniów danej klasy. By miały po prostu sens. Wyjaśni to najlepiej poniższy wpis, może dość długi, ale naprawdę warty przeczytania.
"Nie ma dzieci, są ludzie"
Joanna Górecka
Budząca się szkoła

Pierwsza lekcja języka angielskiego i na powitanie sprawdzian z 90 pytaniami. Jeśli sprawdzian zaczął się razem z dzwonkiem i uczniowie nie stracili ani sekundy na wejście do klasy, powitanie, rozpakowanie się i przygotowanie do pisania do w ciągu minuty musieli udzielić odpowiedzi na 2 pytania. Ponieważ jednak nie mogli zacząć pisać razem z dzwonkiem, to w ciągu jednej minuty musieli odpowiedzieć na 2 i pół pytania. Czyste szaleństwo, prawda! Ale w taki sposób postanowiła przywitać nową klasę pewna nauczycielka w Płocku.

Jak sądzicie, co przez to osiągnęła? Jak taki sprawdzian wpłynął na motywację uczniów i ich nastawienie do lekcji języka angielskiego?

Sama pamiętam sprawdziany pisane na czas. Pamiętam, jak moje dzieci przychodziły ze szkoły i z prawdziwym smutkiem opowiadały, że wszystko umiały, ale nie zdążyły napisać i pani zabrała im kartkę. Miałam wtedy ochotę iść na wywiadówkę i zapytać o kryteria oceniania. Nigdy nie słyszałam, by jakikolwiek nauczyciel podał jako główne kryterium "udzielanie odpowiedzi na czas", ale u wielu nauczycieli właśnie pisanie na czas jest kompetencją, którą u swoich uczniów najczęściej sprawdzają.

Uczniowie często opowiadają, że umieli, znali wszystkie odpowiedzi, ale nie zdążyli napisać. Tak było i w opisanym tu przypadku. Myślę, że nawet dorosły, który świetnie zna język i długo potrafi utrzymać koncentrację (znajomość języka, a utrzymanie koncentracji przez 45 minut to dwie zupełnie różne kompetencje), mógłby nie dać rady, udzielić w ciągu 40 minut odpowiedzi na 90 pytań.

Wyobraźmy sobie taką sytuację: Ktoś świetnie zna język, rozumie wszystkie pytania i potrafi na nie odpowiedzieć, ale wolno pracuje, a do tego po 30 minutach tarci koncentrację, więc udzielił odpowiedzi tylko na 60 pytań. Co w takiej sytuacji sprawdził nauczyciel? Jeśli twierdzi, że sprawdził poziom językowy, to popełnia bardzo poważny metodyczny błąd. Błąd zupełne kardynalny!

Gdy jeszcze prowadziłam metodyczne seminaria, zawsze poświęcałam wiele czasu i uwagi kryteriom oceniania. Moi studenci często twierdzili, że oceniają np. znajomość słownictwa i byli bardzo zdziwieni, gdy na własnej skórze dawałam im odczuć, że w rzeczywistości sprawdzali u swoich uczniów zupełnie coś innego, niż deklarowali.

Myślę, że wielu nauczycielom przydałyby się podobne warsztaty. Ale kryteria oceniania to jedna sprawa, inna to sposób witania uczniów i sposób nawiązywania relacji z nową klasą. Ja nie chciałabym być w ten sposób przywitana przez nową nauczycielkę. Pernille Ripp w swojej książce, o której tu niedawno pisałam, proponuje, by nauczyciele zadali sobie pytanie, czy chcieliby być uczniami w swojej klasie. Czy ktoś chciałby dostać na powitanie 90 pytań na 40 minut? Myślę, że powinno się na metodycznych seminariach poświęcać więcej czasu skutkom stosowanych metod nauczania. Bo najważniejsza jest motywacja i chyba nikomu nie zależy na tym, by ją zniszczyć na pierwszej lekcji.

Warto też, by nauczyciele, którzy w tej sposób witają nowych uczniów, zadali sobie pytanie, czy w taki sposób chcieliby być przywitani przez dyrektora w nowej szkole, gdy rozpoczynają pracę.

Może warto powiesić w pokojach nauczycielskich cytat z Korczaka: "Nie ma dzieci. Są ludzie".

Ilość komentarzy pod postem tylko dowodzi, jak wielkim problemem w szkołach są dziś kartkówki wyrywkowo sprawdzające wiedzę. Nauczyciel zobowiązany jest oczywiście sprawdzać, czy dzieci zapamiętują materiał, ale musi ustalić też pewne granice. Jedną z nich powinno być odejście od kartkówek na czas, bo działanie pod presją nie jest wcale dobry dla wszystkich uczniów. Poza tym, jak tłumaczy Joanna Górecka, "od mierzenia jeszcze nikt nie urósł i czas przeznaczony na pomiar dydaktyczny, to czas, w którym dziecko mogło się więcej nauczyć".