
"Czy nauczyciele tak samo chcieliby być witani przez dyrektora w nowej szkole, gdy rozpoczynają pracę?" – pyta autorka bloga "Budząca się szkoła".Jej słowa dają wiele do myślenia.
Takie rzeczy nie tylko w Płocku Pierwsza lekcja angielskiego i na powitanie sprawdzian z 90 pytaniami. Tak zaczyna opowieść Joanna Górecka, autorka "Budzącej się szkoły". Historia miała miejsce w Płocku, ale nie o miejsce tu chodzi. Równie dobrze mógł to być Radom, Warszawa, czy Ciechocinek. Dlaczego? Bo w każdej szkole pojawia się ten sam problem.
Dzieci są od pierwszych dni szkoły zamęczane nadmiarem prac domowych i sprawdzianów i tu nadal nie chodzi o to, żeby miały mniej obowiązków, bo każdy z nas musiał przez to przejść i jakoś żyjemy. (Pomijam kwestię wspomnień). W tym wszystkim chodzi przede wszystkim o to, by zadawane prace domowe, kartkówki czy sprawdziany, przygotowywane były z głową, z sensem i na miarę możliwości uczniów danej klasy. By miały po prostu sens. Wyjaśni to najlepiej poniższy wpis, może dość długi, ale naprawdę warty przeczytania.
Może cię zainteresować także: "Kartkówkę syna może Pani zobaczyć tylko w obecności nauczyciela". Czego boją się polskie szkoły?
"Nie ma dzieci, są ludzie"
Joanna Górecka
Budząca się szkoła
Ilość komentarzy pod postem tylko dowodzi, jak wielkim problemem w szkołach są dziś kartkówki wyrywkowo sprawdzające wiedzę. Nauczyciel zobowiązany jest oczywiście sprawdzać, czy dzieci zapamiętują materiał, ale musi ustalić też pewne granice. Jedną z nich powinno być odejście od kartkówek na czas, bo działanie pod presją nie jest wcale dobry dla wszystkich uczniów. Poza tym, jak tłumaczy Joanna Górecka, "od mierzenia jeszcze nikt nie urósł i czas przeznaczony na pomiar dydaktyczny, to czas, w którym dziecko mogło się więcej nauczyć".
Może cię zainteresować także: Twoje dziecko nie usiedzi dłużej niż minutę? Oto sposoby na naukę koncentracji
źródło: Budząca się szkoła
