
Wszyscy dajemy im ogromny kredyt zaufania, ale czy słusznie? Tak niewiele dziś dobrego przesłania dla najmłodszych, bombardowanych treściami z życia dorosłych.
Kiedyś było inaczej? Kiedyś było niewyobrażalne, by z dziećmi w szkole podstawowej dyskutować na temat aborcji, wyjaśniając im, że "dzieci nienarodzone wyciąga się z brzucha za pomocą odkurzacza". Były tematy tabu omijane przez księży oraz siostry zakonne. Dziś, kiedy w wielu szkołach uczą religii osoby świeckie, kto tak naprawdę odpowiada za to, w jaki sposób jest przekazywana wiedza o świecie?
Coraz częściej dochodzą nas słuchy, że katechetki (także i księżą i siostry zakonne), przekazują dzieciom takie informacje, na które jest zdecydowanie zbyt wcześnie. Czy dziecku w 4. klasie szkoły podstawowej warto mówić o rozwoju dziecka na podstawie małych plastikowych laleczek, imitujących kilkutygodniowy płód? Czy temat aborcji rzeczywiście powinien zaprzątać umysł ucznia 5. klasy? Czemu indoktrynacja i przekonywanie do jednego i słusznego poglądu zaczyna się tak wcześnie, gdy dzieci nie są w stanie zweryfikować żadnych jeszcze informacji?
Katolicy posyłają swoje dziecko na lekcje religii, bo wierzą, że dzięki temu posiądzie ono wiedzę o Bogu. Dowie się jaka historia towarzyszyła narodzinom Jezusa, jakie przygody spotkały go w czasie licznych wędrówek i dlaczego postanowił oddać swoje życie za ludzi. W to wierzy wielu Polaków i właśnie przekazania takiej wiedzy, pozwalającej w pełni uczestniczyć i rozumieć obrządek kościelny, oczekują od katechetów. Nauczania o miłosierdziu, miłości, wybaczaniu, a nie o śmierci, cierpieniu, mordowaniu.
Może cię zainteresować także: "A gdyby twoi rodzice zabili twojego braciszka?" – tym razem proliferzy naprawdę przesadzili
"To była jego ostatnia katecheza" Sylwia Kubryńska, pisarka, felietonistka "Wysokich obcasów" oraz autorka bloga "Najlepszy Blog na Świecie", podzieliła się w mediach społecznościowych historią z lekcji religii swojego syna, uczęszczającego do 5. klasy.
Sylwia Kubryńska
Jej wpis poruszył wielu rodziców, którzy mają podobne przeżycia i wątpliwości związane właśnie z tym przedmiotem. Są to przecież aż dwie godziny zajęć tygodniowo.
Komentarze z Facebooka
Straszą dzieci i nikt ich nie kontroluje Wielu rodziców głęboko wierzy w to, że pozostawia swoje dzieci w rękach doświadczonych osób, które wiedzą jaką wiedzę i w jaki sposób przekazać dzieciom w zależności do wieku. Gdy jednak 6-letnie dziecko wraca przerażone do domu i mówi — "Mamo, ja umrę, bo byłem dziś niegrzeczny w przedszkolu. Ja nie chcę do piekła, ja nie chcę, żeby diabeł mnie na widłach wrzucił do ognia", to naprawdę człowiek zaczyna się zastanawiać, jak wielką krzywdę religii robią sami wyznawcy. Osoby, które mają głosić, jak dobry jest Bóg, robią mu najgorszą z możliwych "reklam".
Może cię zainteresować także: "Wychowujecie dzieci bez wiary, więc będą złymi ludźmi i pójdą do piekła". Ci rodzice nie zgadzają się z tą opinią
Strasząc dzieci i przekazując im zbyt wcześnie pewne informacje, wywołują u ich rodziców poczucie lęku o dzieci i bunt, który wiąże się z rezygnacją z lekcji religii. Czy o to właśnie chodzi współczesnym katechetom? Najgorsze w tym wszystkim jest to, że dyrekcja szkoły "nie wtrąca się" w to, kto (katecheci są wskazani przez kurię) i w jaki sposób naucza dzieci, więc i nauczyciele religii nie czują się w żaden merytoryczny sposób rozliczani z tego, co mówią dzieciom. Przedstawiają oni jedynie plan nauczania, a jeżeli nie ma negatywnych zgłoszeń od dzieci, czy rodziców, dyrektor placówki raz w roku robi wizytację w czasie zajęć. A może warto jednak robić to częściej?
źródło: Facebook/Sylwia Kubryńska
