
Tradycja mikołajkowa wywodzi się ze święta ku czci „Mikołaja”, obchodzona w katolicyzmie i prawosławiu. Kiedyś był to nawet dzień wolny od pracy, jednak po 1969 roku stał się tzw. wspomnieniem dowolnym.
Może cię zainteresować także: Rodzice zapomnieli, o czym marzyli w dzieciństwie. I dziś swoim dzieciom kupują nietrafione prezenty
Jak często zdarza się, że dziecko dostanie upominek, którego najchętniej pozbyłoby się w sekundę? Ba, nawet patrzeć na niego się nie da. Jedna z mam powiedziała mi kiedyś – Moja córka dostała kubek. Nie ma w tym nic złego, ale ten był wyjątkowo paskudny. Gdy wróciła ze szkoły, widziałam po niej, że jej zwyczajnie przykro, podczas gdy ona włożyła naprawdę dużo serca w prezent dla koleżanki.
A dla mnie ten zwyczaj w polskich szkołach - z perspektywy wielokrotnej mamy - to jakieś totalne nieporozumienie. Tym bardziej, że cwańsze dzieciaki i tak latają z karteczkami, by się wymieniać nimi (taka mikołajakowa socjometria) albo po cichu ustalać, co ma być kupione (gdy w grę wchodzą np. populane wśród dziewczyn kosmetyki)(...) Zdarzały się sytuacje, że małolaty otrzymywały piwo lub papierosy. No i popularne "śmieszne" gadżety: poduszka-pierdziawka, sztuczna kupa lub takież rzygi (no, to przynajmniej jest emanacją specyficznego dla wieku poczucia humoru - od dorosłego takiego prezentu nie użyczą).
Oczywiście, jest i nieszczęśnik, który wylosował wychowawcę, bo i tak wszyscy wiedzą, kto to. I to test dla niego (czytaj: jego rodziców), bo czyż dla Pani czy Pana nie powinien być z tej okazji okazalszy (czytaj: droższy upominek)? To sprawdzian z pomysłowości, dobrego smaku, czasem gotowości hojniejszego otwarcia portfela. Przecież wszyscy patrzą.
Na szkolnych korytarzach coraz częściej słychać, że to „wymuszanie kupowania” nikomu nie jest do niczego potrzebne, a młodzież jest wręcz zdegustowana tym zwyczajem i może nawet woleliby sami coś zrobić, ale dla osoby lubianej, a nie wylosowanej.
Źródło: sliwerski-pedagog.blogspot.com, chetkowski.blog.polityka.pl
