"Bycie udomowioną lwicą jest cool!"
"Bycie udomowioną lwicą jest cool!" Prawo autorskie: racorn / 123RF Zdjęcie Seryjne

W momentach granicznych naszego życia osiągniecie równowagi psychicznej bywa trudne. Takim momentem jest bez wątpienia wejście w rolę matki. Na to, co dzieje się z nami na tym etapie życia zwróciła uwagę nasza rozmówczyni, Katarzyna Czajkowska - Łukasiewicz, samozwańcza "mumpreneurka". Psycholożka, od lat kierująca swoje działania do kobiet, głęboko wierząca w to, że urlop macierzyński to najlepszy czas na psychoterapię.

REKLAMA
Jesteś feministką?
To bardzo trudne pytanie! Definicje feminizmu ulegają ciągłym zmianom i nie z każdą z nich się utożsamiam. Natomiast jestem fanką silnych kobiet i zwolenniczką równouprawnienia.
Kobieta idealna istnieje?
Nie istnieje. Powiedzmy sobie to głośno i z całym przekonaniem. Pojęcie „ideał” jest dla mnie w ogóle pomyłką. Nie rozumiem go, bo ideały nie istnieją w żadnym wymiarze. A już z całą pewnością, człowiek nie może być idealny. Określenie „idealna” jest bardzo krzywdzące dla kobiet. Dla matek. Nie zaspokoimy wszystkich potrzeb naszego dziecka, na każdym etapie. Idealna matka to jakiś wyimaginowany stwór. Macierzyństwo zawsze wiąże się z wyborem, trzeba z czegoś rezygnować na rzecz czegoś innego. Ideał to obłuda. Zresztą, ktoś mądry powiedział kiedyś, że wystarczy, aby matka była „wystarczająco dobra”. Ja lubię to powtarzać, sama uważam też, że odrobina frustracji może być rozwojowa. A frustracja z ideałem ma niewiele wspólnego.
Bardzo wyraźnie podkreślasz znaczenie zdrowia psychicznego. Ta sfera jest według Ciebie bardziej istotna niż fizyczność?
Obydwie muszą się uzupełniać, żeby można było mówić o dobrej kondycji ogólnej. Jeśli jedna z tych sfer będzie zaniedbana, nie uzyskamy pożądanej równowagi. Kiedy podkreślam znaczenie kondycji psychicznej, chcę przez to powiedzieć raczej, żeby przełamać tabu.
Czego dotyczy to „tabu”?
Naszej psychiki właśnie. I przyznania, że z czymś sobie nie radzimy. W naszej kulturze bardzo żywy jest kult cielesności, ona przestaje być tematem, o którym nie wypada mówić. Nie odczuwamy już zażenowania oglądając reklamę środków na hemoroidy, ale chodzenie na psychoterapię wciąż jest powodem do wstydu. To się musi zmienić. Nie możemy bać się czy wstydzić, potrzeby przyjrzenia się sobie.
I chodzenia ze sobą na randki? Używasz takiego sformułowania na swoim blogu. Jak to jest iść na randkę ze sobą?
A nigdy nie miałaś okazji się na taką wybrać? (śmiech) Kiedy kobieta zostaje matką, dba o dom i rodzinę, spędzanie czasu w samotności to luksus. Macierzyństwo jest wyjściem z etapu zaspokajania tylko własnych potrzeb. A wentyl bezpieczeństwa, jak to nazywam, jest szalenie istotny. Tym wentylem jest właśnie pobycie sobą, kobietą, Kasią. Nie wyłącznie mamą. Każda z matek odczuwa pewien lęk przed utratą własnej tożsamości. I faktycznie w pierwszych etapach macierzyństwa tak się dzieje. To swoiste odrzucenie własnego ‚Ja” jest potrzebne i ważne dla rozwoju relacji z maluchem i jego optymalnego rozwoju. Ale można i trzeba powoli dawać sobie i dziecku więcej przestrzeni.
Czy z takimi problemami przychodzą do Ciebie mamy, najczęściej?
Między innymi. Najczęstszymi rozterkami jednak są te, natury technicznej. Związane z zarządzaniem czasem. I tu pojawia się również zagadnienie oczekiwań społecznych. Kobiety, które zajmują się dziećmi powinny według powszechnych schematów wciąż się „krzątać”. I niestety bardzo często to robią, a wciąż nie widzą wymiernych efektów swoich działań. Poukładają, posprzątają, przebiorą dziecko. Za pól godziny jest bałagan, na podłodze rozsypią się płatki, a dziecko wysmaruje się czekoladą. Tak wygląda rzeczywistość. A każdy z nas lubi, kiedy to co robi przynosi efekty tu i teraz.
Kolejna rzecz, to wygospodarowanie czasu dla siebie. To zawsze zostaje zepchnięte na drugi plan. Niesłusznie. Jeśli matka nie znajdzie chwili dla siebie, to się z całą pewnością zemści. Ja na przykład jestem nieznośna dla swojej rodziny, jeśli przez dłuższy czas moja potrzeba odpoczynku nie jest zaspokojona. To problem, z którym mierzy się prawie każda z nas.
W kontekście zarządzania czasem piszesz o trudnej sztuce ustalania priorytetów. Podkreślasz jednocześnie, że jest to jedno z Twoich ulubionych słów. Co w nim takiego szczególnego?
Jest mnóstwo rzeczy, które można robić. Trzeba jednak powiedzieć sobie wprost, że nie możemy wykonać ich wszystkich. Istnieje tylko określona pula rzeczy, które jesteśmy w stanie zrobić dobrze. Ustalenie priorytetów skłania nas do odpowiedzi na pytanie: „Co jest dla mnie naprawdę ważne, a co mogę odpuścić?” Mając taki punkt odniesienia, pozwalamy sobie na to, by pewne rzeczy przesunąć niżej na naszej liście obowiązków. A to znowu fantastycznie oczyszcza głowę. I umożliwia odczuwanie takich emocji jak na przykład wdzięczność. Za to, że jestem tu i teraz i że nie potrzebuję być nigdzie indziej.
Wdzięczność za bycie „udomowioną lwicą”?
Udomowioną czy wspinającą się po kolejnych szczeblach kariery. Byle pozostać lwicą (śmiech). Ten pierwiastek jest szalenie istotny. Wyraża się w nim kobieca siła sprawcza. Najpierw ustalam sama ze sobą: „kim jestem?” A potem do tego dążę. Każdy z nas składa się z różnych części. Spełnia różne funkcje. Między nimi musi istnieć równowaga. Ważna w tym procesie jest aktualizacja planów. Jeśli przez dłuższy czas nie będziemy przyglądać się swoim priorytetom, może się zdarzyć, że obudzimy się w sytuacji, która już nie jest dla nas komfortowa. „Chciałam zostać w domu z dziećmi rok temu, ale teraz moje potrzeby uległy zmianie. Moje życie powinno za nimi podążać”.
logo
Katarzyna Czajkowska - Łukasiewicz prywatnie jest mamą dwóch dziewczynek. Facebook.com
Katarzyna Czajkowska - Łukasiewicz jest psycholożką. Po tym jak ukończyła Wydział Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, przez kilka lat zdobywała doświadczenie zawodowe pracując w fundacjach, ośrodkach psychoterapii. Ukończyła szereg kursów, prowadzi warsztaty i treningi rozwojowe dla młodzieży, dzieci i rodziców. Aktywnie publikuje na blogu o nazwie „mumpreneurka”. Z całą mocą zaznacza, że spełniona kobieta nie musi definiować się tylko poprzez rolę matki i pisze o tym jak znaleźć równowagę w codziennych zmaganiach. Prywatnie mama dwóch córek w wieku 2 i 6 lat i żona (jednego) męża.